Między terminologią a bełkotem

0 12

Od długiego czasu fascynuje mnie problem życia języka, czyli, jak rzecz określają specjaliści, „ukształtowanego społecznie zespołu symboli, używanych  w procesie komunikowania się zgodnie z obiektywnymi regułami budowania wypowiedzi językowych”. Zajęciem pasjonującym jest śledzenie jego życia, myślę bowiem, że nie jest metaforycznym nadużyciem traktowanie go jako szczególnego rodzaju żywej istoty, posiadającej ducha lub duszę, wrażliwej, podatnej na rozliczne wpływy otoczenia. Polski język ma się źle i wspomniane, z wielu stron pojawiające się wpływy, obok służących rozwojowi, przynoszą mu poważne szkody. Na nic się zdadzą ustawowe regulacje i działania Rady Ochrony Języka, które przegrywają na całej linii z zarazą, pleniącą się w mediach, polityce i tzw. fachowych terminologiach. To w wielu przypadkach zwyczajny żargon, który obok szkód wyrządzanych samemu językowi, w sposób widoczny gołym okiem, sieje spustoszenie w sferze podstawowej funkcji języka, czyli „procesie komunikowania”.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.