Niepodległa dzisiaj

0 4

Listopad roku 2018 jest miesiącem szczególnym i zapewne tak też w naszej pamięci się zapisze. Powód jest oczywisty – sto lat temu, w listopadzie 1918 roku, po stu dwudziestu trzech latach zniewolenia, Polska odzyskała niepodległość, wracając na mapę Europy. I choć obchody tej rocznicy rozpoczęliśmy znacznie wcześniej, teraz właśnie nabrały one szczególnego wyrazu. Trudno zliczyć podniosłe i uroczyste wydarzenia – koncerty, spotkania, marsze i manifestacje, które były jej poświęcone. W kulminacyjnym dniu obchodów, 11 listopada, na ulicach i placach polskich miast, pod biało-czerwonymi flagami, świętowały setki tysięcy obywateli. W każdym zakątku Polski, chyba jak nigdy dotąd, rozbrzmiewał Mazurek Dąbrowskiego.

Uchwałą z maja ubiegłego roku Sejm ustanowił rok 2018 Rokiem Jubileuszu stulecia odzyskania przez Polskę Niepodległości. Zawarte jest w niej wielkie przesłanie i przypomnienie: „z tej dziejowej próby nasz Naród wyszedł zwycięsko dzięki tym, którzy pozostali nieugięci”. I dalej – „odzyskanie niepodległości dokonało się poprzez walkę pełną poświęcenia i bohaterstwa nie tylko na polach bitew, ale i w codziennych zmaganiach o zachowanie duchowej i materialnej substancji narodowej oraz w codziennym trwaniu polskich rodzin”.

To słowa i bardzo mądre, i bardzo ważne, nie tylko w kontekście rocznicy stulecia niepodległości. Uświadamiają nam to, o czym nie myślimy, a może myśleć nie chcemy, także przy tak doniosłej okazji. Że walka o niepodległość oraz o jej utrzymanie nie rozgrywa się tylko na polach bitew, ale także w naszej codzienności, w – jak to mówi sejmowa uchwała – „zmaganiach o zachowanie duchowej i materialnej substancji narodowej”. Czy rozumiemy to, albo inaczej – czy wszyscy rozumiemy to jednakowo? A powinniśmy, bo przecież wolność i niepodległość nie ma barw politycznych, ani jakichkolwiek innych. Stanowi najwyższą wartość, której depozytariuszami jesteśmy wszyscy. Dokładnie sto lat temu Piłsudski przestrzegał, że „niepodległość nie jest Polakom dana raz na zawsze”. Jak prawdziwe było to ostrzeżenie przekonały się następne pokolenia, bo przecież z tych stu lat niepodległością cieszyliśmy się zaledwie przez pięćdziesiąt.

I jeszcze jedno. Dużo piszemy i mówimy, zwłaszcza ostatnio, o historii odzyskania, a właściwie odzyskiwania niepodległości, o toczonych walkach, politykach, o trudnych drogach. To dobrze, tak być powinno, zwłaszcza w tych listopadowych dniach. Ale chyba trochę szkoda, że przy okazji nie towarzyszy temu refleksja dotycząca przyczyn utraty niepodległości. Przecież ta dramatyczna część naszej historia nie zaczęła się sto dwadzieścia trzy lata przed listopadem 1918 roku; jej korzenie sięgają dalej i głębiej. Dotykają Polski i Polaków, jakich nie chcielibyśmy widzieć, ale także takich, z których jesteśmy dumni. Jeśli zatem powinniśmy się uczyć „na historii” odzyskiwania niepodległości, to także, a może tym bardziej, powinniśmy się uczyć „na historii” jej tracenia.

Niektórzy twierdzą, że Polacy, w przeciwieństwie do innych narodów, wolą czcić klęski, niż zwycięstwa. Może i jest tu część prawdy, a może sama złośliwość ludzi, którzy nas specjalnie nie kochają. Ja się z tym fundamentalnie nie zgadzam. W przekonaniu takim utwierdziły mnie właśnie piękne i radosne obchody setnej rocznicy odzyskania niepodległości bowiem wyraźnie pokazały, że coraz bardziej umiemy i chcemy cieszyć się ze zwycięstw oraz sukcesów. Co do klęsk i ciemniejszych kart naszej historii natomiast czcić ich oczywiście nie trzeba, ale pamiętać o nich i na nich się uczyć bez wątpienia należy. Tu pojawiają się jednak pytania o zasadniczym charakterze. Czy sto lat po odzyskaniu niepodległości potrafimy się z tego tylko cieszyć, czy także uczyć? Czy utrata niepodległości sto dwadzieścia trzy lata wcześniej oraz czasy ją poprzedzające dzisiaj czegoś nas uczą, czy kojarzą się wyłącznie z obrazem klęski. I dalej – jeśli, jak mam nadzieję, uczą, to czego?

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.