W pogoni za straconym czasem

55

W pogoni za straconym czasem

 

Już wiadomo, że nie udało się w przewidzianym terminie – do 18 kwietnia 2016 roku –  implementować przepisów nowych dyrektyw dotyczących zamówień publicznych. Pomimo wysiłków i zaangażowania osób, pracujących przy projekcie nowelizacji, zarówno na ścieżce rządowej, jak i parlamentarnej, czasu straconego podczas dwu minionych lat w żaden sposób dogonić się nie udało. Szkoda, bowiem szansa wygrania tego wyścigu i uczynienia zadość wymogom prawa unijnego była bardzo poważna i jeszcze do niedawna nic nie wskazywało, iż może być inaczej. Słusznie odstąpiono od kontynuacji projektu, który został w spadku po poprzedniej ekipie, słusznie podjęto decyzję o przygotowaniu „małej” nowelizacji, która miała ograniczyć się do implementacji nowych dyrektyw w zakresie, jaki był przez nie wymagany. Tak też wyglądała, z grubsza biorąc, pierwsza przymiarka do ustawy nowelizacyjnej. Potem zaczęło być nieco gorzej, bowiem, jak się wydaje, zwyciężyła pokusa wyjścia poza dyrektywne minimum i uregulowania jeszcze kilku kwestii, które, zdaniem autorów takich pomysłów, „przy okazji” uregulować należało. Jak w tej sytuacji łatwo było przewidzieć, na kilku rzeczywiście najważniejszych kwestiach się nie skończyło, a nowelizacja z „małej” stała się całkiem spora, bowiem projekt w wersji finalnej objął około połowy przepisów obecnego Pzp.

 

Niezależnie od tego oraz od innych przyczyn, które opóźnienie spowodowały źle się stało, że nowe dyrektywy nie zostały implementowane we właściwym terminie. Nie dlatego, że Polskę może czekać w związku z tym coś niedobrego ze strony instytucji unijnych, bo przecież nie jesteśmy jedynym krajem wspólnoty, który tego terminu nie dotrzymał. Problem i to duży, dotyczy niepewności prawnej, która jakiś czas temu zaczęła się pojawiać w związku z możliwością niedotrzymania kwietniowego terminu, a która dzisiaj jest nieomal powszechna. Konsekwencje tego mogą być poważne i, jak sądzę, trudne do przewidzenia. Zdaje sobie z tego sprawę Urząd Zamówień Publicznych, który, próbując ratować sytuację, opublikował komunikaty dotyczące obowiązywania nowych dyrektyw oraz stosowania Jednolitego Europejskiego Dokumentu Zamówienia. Rozumiejąc intencje oraz poczucie obowiązku Urzędu nie sądzę jednak, aby rozwiązały one istniejący problem. Dopiero czas, a zapewne także postępowania przed Krajową Izbą Odwoławczą oraz przed sądami, a być może także przed TSUE pokażą, w jaki sposób zamawiający i wykonawcy po 18 kwietnia stosowali przepisy dotyczące zamówień publicznych. Czy i kiedy uznawali, iż prymat mają normy zawarte w dyrektywach, pomimo, że nie zostały implementowane do naszego porządku prawnego, czy też obowiązują przepisy aktualnego Pzp pomimo tego, iż w konkretnej kwestii normy dyrektywy mówią inaczej. Od pewnego czasu pytania dotyczące tej kwestii kierowane były także do naszej redakcji.

 

Przeczuwając możliwość wystąpienia takiej sytuacji wielu zamawiających, od co najmniej kilku tygodni, na siłę finalizowało prace związane z planowanymi postępowaniami tylko po to, aby zdążyć z publikacją ogłoszenia przed 18 kwietnia. Nie przejmowali się przy tym możliwością popełnienia wynikających z pośpiechu błędów lub ówczesnym brakiem środków. Najważniejsze dla nich było to, iż niezależnie od zakresu i terminu wprowadzenia zmian postępowanie prowadzone będzie zgodnie ze stanem prawnym, którego są pewni. Dzisiaj z satysfakcją zacierają ręce i – z trudem przychodzi mi to powiedzieć – kto wie, czy nie mają racji. Ręce zacierają też właściciele firm szkoleniowych oraz osoby, prowadzące szkolenia z zakresu zamówień publicznych, dla których okres ostatnich kilku miesięcy to dawno już nie występujące „żniwa”. Zapotrzebowanie na szkolenia „z nowelizacji” było i jest ogromne, i zapewne utrzyma się przez kolejne miesiące. Zapewne należałoby się z tego cieszyć gdyby nie to, iż pojawiło się ono na długo przed skierowaniem projektu do Sejmu, a nie, jak zwykle, po jego uchwaleniu.

Tomasz Czajkowski

 

Wyimek

Problem i to duży, dotyczy niepewności prawnej, która jakiś czas temu zaczęła się pojawiać w związku z możliwością niedotrzymania kwietniowego terminu, a która dzisiaj jest nieomal powszechna.