O skutecznym rad sposobie

29

Ponad trzy lata po upływie kadencji poprzedniej Rady, na początku marca, wicepremier Mateusz Morawiecki powołał nową Radę Zamówień Publicznych. Tym samym wypełniona została luka istniejąca w systemie zamówień publicznych, z pewnością nie największa i nie najważniejsza, ale zawsze, gdy sytuacja taka dotyczy organu ustawowego, niepotrzebna. Jej braku w tym okresie w większości nie zauważano. Może dlatego, że przez poprzedniego prezesa Urzędu była marginalizowana, może dlatego, że od zawsze jej roli i znaczenia nie doceniały środowiska zamówieniowe, a może dlatego, że choć umocowana w Prawie zamówień publicznych, kompetencje ma stosunkowo niewielkie. Niezależnie jednak od tego, gdzie leży prawda, faktem jest, że o istnieniu Rady oraz o jej działalności mówiło się niewiele, albo wcale. Może to i dobrze, bowiem rzecz nie w tym, aby o Radzie „się mówiło”, ale w tym, aby Rada należycie wypełniała swoją ustawową powinność. I tu chyba dochodzimy do istoty problemu.

Mało kto już chyba pamięta, jak to było na początku, pod rządami starej ustawy o zamówieniach publicznych, kiedy w miejscu dzisiejszej Rady istniało Kolegium Urzędu Zamówień Publicznych. Także umocowane ustawowo, bodajże w art. 10, który stanowił jedynie, iż Kolegium jest organem doradczym i opiniodawczym Prezesa Urzędu. I, jak dobrze pamiętam, faktycznie taką rolę spełniało, z czego chętnie korzystali wszyscy ówcześni prezesi UZP. Pracując nad projektem Prawa zamówień publicznych postanowiliśmy zatem zaproponować przekształcenie Kolegium w Radę i nadanie jej szerszego znaczenia systemowego. Tu, dość nieoczekiwanie, pojawił się problem, bowiem już na etapie prac nad projektem ustawy zaczęto podważać celowość istnienia takiego organu. Padały argumenty, iż jest to „twór sztuczny”, bez określonych kompetencji, z niejasną pozycją w systemie, a jego zadanie praktycznie sprowadza się do potakiwania prezesowi. Był to klasyczny przykład wylewania dziecka z kąpielą.     

Byłem i jestem zdecydowanie innego zdania. Uważam, iż zarządzanie organizmem tak złożonym, jakim jest system zamówień publicznych bez wsparcia kompetentnego organu doradczego, jest ogromnie trudne i obciążone sporym ryzykiem popełniania błędów. Wiem co mówię, bowiem przećwiczyłem to na własnym przykładzie, między innymi podczas prac nad projektem Prawa zamówień publicznych, także na forum Sejmu i Senatu. Bez aktywnego zaangażowania członków ówczesnego Kolegium, przede wszystkim posłów największych klubów parlamentarnych, z pewnością ich przebieg byłby o wiele trudniejszy. Podobnie zresztą, jak późniejsze wdrażanie uchwalonych przepisów.

Problemem zupełnie innym jest natomiast sposób wypełniania roli ustawowo przypisanej Radzie Zamówień Publicznych, nie zawsze zależny od niej samej. Powtarzając za księdzem Stanisławem Konarskim, o „skutecznym rad sposobie” mówić możemy tylko wówczas, gdy gotowości doradzania towarzyszy równa jej gotowość do rad słuchania. I tu akurat mam dobrą wiadomość – obecna prezes Urzędu taką gotowość ma, potrafi słuchać, nie tylko zresztą tego, co ma do powiedzenia Rada, ale także tego, co mówią przedstawiciele różnych środowisk, uczestniczących w systemie zamówień publicznych. Pokazały to debaty, które ostatnio odbyły się w UZP. Słuchać ze zrozumieniem potrafią także członkowie Rady. Na pierwszym posiedzeniu na przykład jednogłośnie poparli wystąpienie prezes Urzędu do Ministra Sprawiedliwości w sprawie ustanowienia, w ramach planowanej reformy sądownictwa, jednego z sądów okręgowych jako właściwego w sprawach rozpatrywania skarg na wyroki Krajowej Izby Odwoławczej. Zapowiada się więc zupełnie dobrze i miejmy nadzieję, że od tej chwili może być tylko lepiej.   

Tomasz Czajkowski

Wyimek

zarządzanie organizmem tak złożonym, jakim jest system zamówień publicznych, bez wsparcia kompetentnego organu doradczego jest ogromnie trudne i obciążone sporym ryzykiem popełniania błędów.