Pożegnanie z ustawą

37

Jeśli tytuł kojarzy się komuś ze znakomitą powieścią amerykańskiego noblisty wyjaśniam uprzejmie, że nic z tych rzeczy. Żadnego kontekstu, podtekstu, żadnego drugiego dna, żadnego „pożegnania z bronią”. Po prostu – za kilka dni, razem z odchodzącym rokiem 2020, pożegnamy Prawo zamówień publicznych z 2004 roku, które, tak, jak ustawa z 1994 r. przechodzi do historii. Obliczyłem – jego przepisy obowiązywały 16 lat, dziewięć miesięcy i trzydzieści dni. To całkiem spory kawałek czasu i mówiąc szczerze, kiedy z upoważnienia ówczesnego premiera prezentowałem w Sejmie jego projekt nie sądziłem, że przetrwa aż tak długo. Powiedziałem wówczas, że „uchwalenie i wejście w życie nowego Prawa zamówień publicznych będzie stanowiło istotną cezurę w budowie polskiego systemu zamówień publicznych, zamknie blisko dziesięcioletni etap tworzenia jego podstaw, zdobywania doświadczeń, często metodą prób i błędów i rozpocznie okres stabilnego prawa, w całej pełni zgodnego z wymogami prawa unijnego”. Co do cezury – istotnie zaznaczyła się ona bardzo wyraźnie, bowiem w systemie zamówień powstała całkiem nową jakość, natomiast co do stabilności zamówieniowego prawa zapowiedź moja się nie sprawdziła. Wprawdzie przez pierwsze dwa lata nie było żadnych zmian, potem dwie kolejne nowelizacje wprowadzały konieczne korekty wynikające z prawa unijnego oraz powoływały Krajową Izbę Odwoławczą, za to później zmiany następowały jedna po drugiej, a nawet szybciej. Dzisiaj odchodzące Prawo zamówień publicznych, połatane i poobijane nowelizacjami, których nikt chyba nie jest w stanie dokładnie policzyć, istotnie różni się od „oryginału”.

 

Niezależnie jednak od tego ustawa, która właśnie kończy okres obowiązywania, dobrze spełniła swoją rolę. Wykreowała nowoczesny, europejski system zamówień publicznych oraz prężnie działający zamówieniowy rynek. Wprowadziła też polskich wykonawców na rynki europejskie. Przede wszystkim jednak zmieniła sposób podejścia do zamówień publicznych, rozumienia ich roli i znaczenia w wymiarze systemowym, ale także jednostkowym. Można powiedzieć, iż była prekursorem późniejszego „nowego podejścia” do zamówień publicznych. W opinii zdecydowanej większości osób stosujących na co dzień jej przepisy dzięki klarownej, logicznej systematyce była dobrym „narzędziem pracy”.

Ustawa, która właśnie kończy okres obowiązywania dobrze spełniła swoją rolę. Wykreowała nowoczesny, europejski system zamówień publicznych oraz prężnie działający zamówieniowy rynek.

Jednakże czas Prawa zamówień publicznych w obecnej postaci się skończył, i to zdecydowanie wcześniej, niż dzień uchwalenia nowego Prawa. Przesądziła o tym nie tyle kiepska jakość wielokrotnie nowelizowanych przepisów, ile dynamika zmian zachodzących w funkcjonowaniu państwa, zarówno w sferze finansów publicznych, jak i w gospodarce. W przypadku tak ważnej, ustrojowej ustawy nie dało się już doganiać ich, a tym bardziej wyprzedzać, poprzez kolejne nowelizacje. Uchwalenie nowej ustawy, otwierającej nowy etap historii polskiego systemu zamówień publicznych stało się koniecznością, z której wszyscy „ludzie od zamówień” zdawali sobie sprawę już od dawna. Dobrze więc, że wreszcie ten czas nadszedł, bo, jak to się mówi, lepiej późno, niż wcale. Szkoda tylko, że to „nowe otwarcie” odbywa się w taki sposób – bez większego przygotowania, bez aktów wykonawczych, za to z obszerną nowelizacją jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów i z pandemią w tle. Bez wątpienia zatem nowa ustawa, przynajmniej na początku, nie będzie miała łatwego życia, a z nią, niestety, także my wszyscy.

Ale póki co cieszmy się, że nowe Prawo zamówień publicznych jest, godnie pożegnajmy ustawę starą, z nadzieją powitajmy Nowy Rok, który powinien nam przynieść same dobre rzeczy. Oczywiście jak to naprawdę będzie zobaczymy, zarówno jeśli chodzi o nową ustawę, jak i o te dobre rzeczy. Ja w każdym bądź razie jestem optymistą, czego także wszystkim Czytelnikom i Sympatykom DORADCY życzę.