Refleksja jubileuszowa

16

            Dwadzieścia lat to niemało. I nawet, jeżeli mój związek z Doradcą nie miał nigdy charakteru stosunku pracy, niewątpliwie stanowi znaczącą część mojej aktywności zawodowej. Ten jubileusz, jak każdy, wywołuje pewne refleksje i wspomnienia. Z dużym sentymentem, po raz kolejny, wziąłem do rąk pierwszy numer Doradcy z maja 1997 r. i zadałem sobie pytanie – czego oczekiwałem angażując się w to przedsięwzięcie, którego spiritus movens był Tomasz Czajkowski?

            Początek roku 1997 to było już dwa lata doświadczeń z funkcjonowaniem ustawy o zamówieniach publicznych w obszarze administracji rządowej i pierwszy rok doświadczeń samorządów. To było także dwa lata funkcjonowania w ramach trenerów „z listy Prezesa UZP”. Dziesiątki szkoleń, dyskusji, sporów i poszukiwań odpowiedzi, jak właściwie stosować nowe przepisy prawa.

            Pierwsze szkolenia – przy okazji pozdrawiam bardzo serdecznie Jurka Czabana, z którym stworzyliśmy pierwszy standard szkolenia – oparte o scenariusz aktywnego uczestnictwa i poszukiwania najlepszych rozwiązań, pozwalały poznać zamówienia publiczne jako pewien system prawny, ujmujący w formie przepisów reguły działania wskazywane de facto przez uczestników szkoleń. Tak, pierwsze szkolenia nie tyle uczyły przepisów ustawy, ale przede wszystkim uświadamiały potrzebę, wręcz konieczność, pewnych unifikacji działań na rynku zamówień publicznych.

            Kto jeszcze dzisiaj wraca do kwestii celów, jakie powinny być osiągane poprzez stosowanie procedur zamówieniowych ? A przecież nie mniej istotne od wyjaśniania, „jak” stosować prawo, jest także zrozumienie „w jakim celu” wprowadzone zostały określone regulacje i procedury. Być może to także jedna z przyczyn, iż coraz bardziej dominuje wyłączna troska o poprawność procedury, znacznie mniej o efektywność i racjonalność wydatkowania środków.

            Ten ogromny bagaż doświadczeń, ale także wątpliwości, własnych i zbieranych przez trenerów – a była to początkowo grupa zaledwie kilkudziesięciu osób – przy ogromnej odpowiedzialności za kształtowanie poglądów uczestników szkoleń, potrzebował wręcz ogólnopolskiego forum wymiany ocen i stanowisk. Coraz trudniej było zorganizować spotkania wszystkich trenerów celem wypracowania spójnych poglądów i jednolitych ocen przekazywanych uczestnikom szkoleń, pozostających w zgodzie ze stanowiskiem Urzędu Zamówień Publicznych. Chyba ostatnie takie spotkanie, które wspominam z dużym sentymentem – pozdrawiam wszystkie Koleżanki i Kolegów – odbyło się w październiku 1995 r. w Rynii. Była to bardzo pożyteczna forma dwudniowego szkolenia, prowadzonego przez samych uczestników, w którym wzięło udział ok. 30 trenerów.

            Z drugiej strony, ogromna ilość pracowników administracji rządowej i samorządowej, dla których udział w szkoleniach (I i II stopnia), co prawda pozwolił na zrozumienie reguł i zasad prowadzenia postępowań oraz celowości stosowania procedur zamówieniowych, ale już nie dawał odpowiedzi na coraz liczniejsze pytania, które pojawiały się w ich codziennej praktyce. A młodszym czytelnikom Doradcy warto przypomnieć, że nie były to czasy powszechnego dostępu do Internetu i możliwości szybkiego przekazu informacji.

            Połowa lat dziewięćdziesiątych to początki informatyzacji, gdy komputery wykorzystywane były przede wszystkim jako sprawne maszyny do pisania i nawet zainteresowanie Internetem polskiego biznesu było znikome, jeśli nie liczyć firm z branży komputerowej. Polski biznesmen, nawet jeżeli posiadał konto w Internecie, traktował je przeważnie jako jeszcze jeden, „nobilitujący” go gadżet. Dzisiaj wręcz trudno w to uwierzyć, ale tak było.

            Pomysł na miesięcznik jako formę szerokiego upowszechniania wiedzy, forum wymiany poglądów, a przede wszystkim możliwości stosunkowo szybkiego udzielania odpowiedzi na pojawiające się pytania, które takich odpowiedzi wymagały, był „strzałem w dziesiątkę”. Dlatego bez większych wahań przyjąłem ofertę współpracy, ba – współtworzenia – miesięcznika „Zamówienia Publiczne Doradca”.

            Z oczywistych powodów, początkowo miesięcznik miał charakter przede wszystkim doradczy, w tym wąskim rozumieniu tego pojęcia. Miał szybko i sprawnie wspomagać, tak zamawiających jak i wykonawców, w skutecznym, efektywnym i zgodnym z prawem, funkcjonowaniu na dynamicznie rozwijającym się polskim rynku zamówień publicznych. Niezwykle wysoko należy ocenić fakt, iż coraz częściej na łamach miesięcznika swoje poglądy i opinie prezentowali już nie tylko eksperci, ale pracownicy jednostek zobowiązanych do stosowania przepisów dotyczących zamówień publicznych. Ich spojrzenie na problemy zamówień publicznych, kształtowane przez codzienną praktykę były niezwykle wartościowe.

            Życie szybko przerastało wyobraźnię ustawodawcy i w zwięzłym oraz spójnym, jak się początkowo wydawało,  systemie prawnym (pierwotny tekst ustawy zawarty był w 92 artykułach !), zaczęły pojawiać się braki lub ujawniać niedoskonałe regulacje. A to wymagało już nie tylko wsparcia o charakterze poradnikowym, ale dokonania znacznie szerszych i głębszych analiz i interpretacji, które pozostając w zgodności z ustawą pozwalały na rozstrzygnięcie ujawniających się problemów.

            Dodatkowo, zwłaszcza w sytuacjach coraz większych i coraz liczniejszych nowelizacji przepisów, przy pełnej otwartości rynku szkoleniowego – z czasem zlikwidowana została lista trenerów – miesięcznik stał się także forum polemik i dyskusji.

            I spoglądając wstecz – a temu także służą jubileusze – najbardziej teraz chyba brakuje mi takich właśnie dyskusji, sporów i krytycznej wymiany poglądów na łamach Doradcy.

            Oczywiście ta forma nie zanikła, ale przeniosła się w znaczącym stopniu na kontakty internetowe, często dosyć przypadkowe i rozproszone. O ile profesjonalnie prowadzone platformy internetowe spełniają swoją rolę, o tyle doraźne, a na dodatek – w niektórych przypadkach – anonimowo wręcz prezentowane stanowiska i oceny powodują, iż określone poglądy, wielokrotnie powielane, zaczynają funkcjonować w przestrzeni publicznej, tyle tylko, że maleje, albo w ogóle niknie odpowiedzialność za ich wyrażanie. W moim odczuciu nie jest to najlepszy model dla kształtowania sposobu wyjaśniania prawa, którego naruszenie w odniesieniu do zamówień publicznych niesie zazwyczaj przykre i dotkliwe konsekwencje.

            Czy argument szybkości tak dokonywanej wymiany stanowisk, w porównaniu z cyklicznie – miesięcznie – wydawanym pismem może być przesądzający? Ja pozostaję przy swoim poglądzie. Tym bardziej, że już od dawna funkcjonuje dostęp do treści publikacji miesięcznika w formie elektronicznej i możliwość prezentowania swoich poglądów na zorganizowanym forum dyskusyjnym.

            Szkoda także, że niektóre polemiki, często bardzo krytyczne do publiczne prezentowanych poglądów, pomijając ich zasadność, w licznych przypadkach ograniczają się do ustnie wyrażanych opinii, po których funkcjonuje już tylko dalszy przekaz, często dalece zdeformowany i nie zawsze zgodny z ich pierwotną treścią. Szkoda, bo przecież Doradca był i pozostał otwarty na różne poglądy, a Czytelnicy znakomicie odróżniają publikacje o charakterze czysto doradczym od opinii, prezentujących wątpliwości i inne poglądy autorów.

            Być może nazbyt krytycznie oceniam pewne ogólne tendencje, jakie postrzegam w dyskusjach publicznych, ale mam wrażenie, iż stają się one coraz częściej fasadowe. Spotkania, niektóre konferencje, tak zwane „konsultacje społeczne”, coraz rzadziej i coraz mniej wnoszą do rzetelnej oceny zjawisk, a wnioski z nich wynikające zbyt rzadko odnajdują skutecznie właściwego adresata.

            Ale wracając do meritum sprawy –  jubileuszu miesięcznika – moja współpraca  z Doradcą to nie epizod, ale poważny i znaczący element zawodowego doświadczenia. I to nie tylko z uwagi na okres czasu – dwadzieścia lat to nie bagatela – ale przede wszystkim z uwagi na fakt poczucia czynnego i aktywnego udziału w kształtowaniu tej istotnej dziedziny życia publicznego, z czym wiąże się osobista satysfakcja. Była i jest to także ogromna odpowiedzialności za publicznie wyrażane zdania, opinie i poglądy. Oczywiście, zdarzały się i błędy. Ale właśnie dzięki możliwości wymiany ocen, zapoznania się z kontrargumentami i innymi poglądami, łatwiej można było je usunąć lub skorygować.

            Bo przecież wszystkim nam, uczestnikom rynku zamówień publicznych, zależy na tym, aby system prawny zamówień publicznych stał się racjonalnym narzędziem realizacji zadań publicznych i osiągania zamierzonych celów, a nie tylko wypełnianiem formalnej procedury. Poprawnej prawnie, ale mało efektywnej.

            Kończąc tą swoją jubileuszową refleksję chciałbym serdecznie życzyć – miesięcznikowi wielu odbiorców i nowych pomysłów, czytelnikom – ciekawych i wartościowych publikacji, autorom –  osobistej satysfakcji i poczucia faktycznego udziału w kształtowaniu polskiego rynku zamówień publicznych. A miesięcznik „Zamówienia Publiczne Doradca”, co mnie jako jednemu z tworzących go, może nie bardzo wypada twierdzić, znakomicie wypełniał potrzeby tej nowej dziedziny wiedzy. I jestem głęboko przekonany, że jego działalność będzie kontynuowana. Bo tak jak była, tak wciąż jest potrzebna.

Zapraszamy do prenumeraty magazynu

Pełna treść artykułu jest dostępna w systemie informacji prawnej Legalis