NA MARGINESIE – GRUDZIEŃ 2013

33

I kto by pomyślał, że tak szybko minie dwieście miesięcy, w których Doradca trafiał do Państwa rąk. Aż nie chce się wierzyć, bo to przecież prawie siedemnaście lat. Kiedy w 1997 roku moją inicjatywę zechciało podjąć kilku podobnych do mnie zapaleńców, żaden z nas nie myślał, że przetrwa ona tak długo. Nie wróżono nam wówczas sukcesów. Liczba sceptyków i czarnowidzów była wyraźnie większa, niż optymistów. A jednak się udało. Powtarzałem to konsekwentnie, nie tylko zresztą ja, przy okazji wydania 50., 100. i 150. numeru Doradcy. No właśnie – udało się, bo miesięcznik istnieje i ma niekwestionowaną pozycję w systemie zamówień publicznych? Udało się, bo pisywała w nim i pisuje plejada znakomitych autorów? Co właściwie oznacza, że „się udało”?

W pierwszym numerze Doradcy członkowie ówczesnego zespołu redakcyjnego, zwracając się do przyszłych Czytelników, przedstawili deklaracje programową, z jaką miesięcznik wybierał się w dalszą drogę. Pisali między innymi: „Oddajemy do Państwa dyspozycji swoją wiedzę i doświadczenie. Chcemy służyć radą, pomagać w rozwiązywaniu problemów, dostarczać informacje o sprawach najważniejszych dla systemu zamówień publicznych. Pragniemy być przydatni każdemu, kto zajmuje się zamówieniami publicznymi – pracownikom administracji publicznej i samorządowej, przedsiębiorcom, radcom prawnym, arbitrom i trenerom, członkom komisji przetargowych, inspektorom organów kontrolnych. Zamierzamy, na miarę naszych możliwości, wspierać działania Urzędu Zamówień Publicznych, sprzyjające budowie nowoczesnego systemu zamówień publicznych. Chcemy służyć temu systemowi, znaleźć  w jego ramach miejsce dla naszego pisma”.

Jeśli to, czy „udało się”, mierzyć miarą tej deklaracji, można powiedzieć śmiało, że owszem, że tak, że udało się. Swoją wiedzę i doświadczenie oddali do dyspozycji Czytelników nie tylko członkowie zespołu redakcyjnego, ale także ponad dwustu pięćdziesięciu autorów publikacji. Sądzę, że nikt nie zaprzeczy, iż wytrwale uczyli zamówień publicznych, wyjaśniali zawiłości, doradzali, jak nie wpadać w kłopoty lub jak z nich wychodzić. Dziś śmiało można powiedzieć, iż na tekstach Janusza Doleckiego, Ryszarda Szostaka, Jacka Kaczmarczyka czy Olgierda Sielewicza uczyły się kolejne pokolenia ludzi „od zamówień publicznych”. Andrzej Banaś podjął się trudnej roli obserwatora i komentatora wszystkiego, co w systemie zamówień ważne i przez lata wykonuje ją znakomicie. Dzięki Piotrowi Świąteckiemu Czytelnicy Doradcy wiedzą, jakie ważne decyzje zapadają w Sejmie i Senacie, a także, jaki wpływ będą miały na świat zamówieniowy. Szkoda, że w tym miejscu nie da się wymienić wszystkich pozostałych autorów, którzy zasługują na to wiedzą, doświadczeniem oraz poziomem publikowanych artykułów. Jest ich naprawdę bardzo wielu. Czy byliśmy / jesteśmy „przydatni każdemu, kto zajmuje się zamówieniami publicznymi”? Sądzę, że tak i nie opieram tej oceny wyłącznie o własne przeświadczenie.

Pisząc to, czuję się niezbyt zręcznie, bowiem mam wątpliwości czy wypada, abym to właśnie ja formułował takie opinie, choć z drugiej strony przez osiem lat byłem poza Doradcą i miałem możliwość obserwować go oraz oceniać z całkiem innej pozycji. Niejednokrotnie też wówczas, a także obecnie, mogłem wysłuchać opinii uczestników systemu zamówień publicznych, dotyczących miesięcznika. Nawet wówczas, gdy w niektórych sprawach były krytyczne, wytykały, czego na łamach jest za mało lub co zaniedbaliśmy, w kwestiach zasadniczych zawsze były pozytywne.

Z okazji wydania setnego numeru Doradcy ówczesny premier, prof. Marek Belka, w liście skierowanym do redakcji wyraził „słowa uznania za profesjonalizm, rzetelne i interesujące propagowanie wiedzy z zakresu prawa zamówień publicznych”. Podobne opinie przy różnych okazjach kierowali w adres Doradcy także ministrowie, posłowie, przedstawiciele samorządów i biznesu, a także, co szczególnie ważne, nasi Czytelnicy.

Czy to powód do satysfakcji dla twórców Doradcy i autorów, publikujących na jego łamach? Niewątpliwie tak. Czy powód do samozadowolenia? Niewątpliwie nie. Jestem przekonany, że bez uzgadniania tego z autorami cytowanej deklaracji, „ojcami założycielami” Doradcy oraz autorami publikującymi na jego łamach  mogę zapewnić, iż mimo upływu tylu lat wszystko, co w niej powiedziano, obowiązuje nadal. Tak, jak przez minionych dwieście miesięcy Doradca chce i nadal będzie służył systemowi zamówień publicznych oraz każdemu, kto się tymi zamówieniami zajmuje. Czy nadal będzie się to nam udawało? Za kolejnych naście lat będą Państwo mogli to ocenić.

Dzisiaj natomiast, w numerze 200., chcę serdecznie podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, aby ten jubileusz stał się możliwy. W pierwszej kolejności moim przyjaciołom, którzy wraz ze mną powołali Doradcę do życia, także tym, którzy przez minione lata współredagowali go, stałym współpracownikom oraz autorom, publikującym na jego łamach. Pragnę też podziękować naszym Czytelnikom za to, że przez tyle lat byli z nami, szczególnie tym, którzy czytają Doradcę od pierwszego numeru. Bądźcie nadal z nami, my nadal bardzo chcemy być z wami. Co najmniej przez kolejnych dwieście numerów.