O darmowych obiadach

25

 

Amerykański noblista, Milton Friedman w błyskotliwym bon mot – nie ma darmowych obiadów – zawarł syntezę elementarnej zasady ekonomii. Tej zasady, którą Margaret Thatcher opisała ostrzeżeniem – gdy rząd komuś daje pieniądze, musi je zabrać tobie – zaś Stefan Kisielewski, spoglądając z innej jeszcze perspektywy, ujął to w zwrocie – od mieszania herbata nie robi się słodsza. Przenosząc tę regułę na życie gospodarcze i dziedzinę szczególnie ostatnio wrażliwą, tj. bankowość, ostrzegają nas specjaliści, iż za szansę na zwiększone zyski trzeba płacić mniejszym bezpieczeństwem aktywów. Spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe SKOK oferowały ostatnimi czasy z reguły większe oprocentowanie lokat, niż banki. Pojawiały się opinie, że jest to możliwe tylko dlatego, że kasy te ponoszą niższe koszty stabilizacyjne, zabezpieczenia wkładów, m.in. nie uczestniczą w bankowym systemie gwarancyjnym, co zwiększa ryzyko klientów. Ze strony SKOK wskazywano zaś na to, iż SKOK, w przeciwieństwie do banku, nie musi wypracować zysku dla właścicieli (dywidend), może więc hojniej traktować klientów nie zwiększając wcale ryzyka. Nie wiem, po której stronie jest słuszność, lecz – tak jak wszyscy – stoję przed szansą poznania obiektywnego rozstrzygnięcia, która ze stron sporu miała rację. Otóż status SKOK zostanie zbliżony do statusu banków i wówczas przekonamy się, jakie to przyniesie skutki.