NA MARGINESIE – Maj 2012

22

To już naprawdę piętnaście lat. Aż się wierzyć nie chce, że tyle czasu minęło od chwili, w której pierwszy numer Doradcy trafił do rąk Czytelników. Było to dokładnie w maju 1997 roku, kiedy polski system zamówień publicznych stawiał pierwsze, nieśmiałe kroki, kiedy mało kto jeszcze wiedział, co z tego wszystkiego wyniknie i kiedy całkiem spora grupa ludzi była mu przeciw. Doradca urodził się szybko i, można powiedzieć, bezboleśnie. Przesądziło o tym zapewne skrzyknięte przeze mnie grono zapaleńców, którzy nie tylko mieli zapał, ale także, co równie ważne, „znali się na rzeczy”, bowiem już wówczas byli wybitnymi fachowcami „od zamówień publicznych”. Dorastanie Doradcy przebiegało szybko, choć nie obyło się bez właściwych młodości potknięć, które szczęśliwie nie zakończyły się jednak upadkiem bądź poważniejszymi potłuczeniami. Dzięki temu doczekaliśmy, jak widać, poważnego wieku, wbrew przewidywaniom życzliwych pesymistów wieszczących, że żywot Doradcy zakończy się w fazie wczesnego dzieciństwa, a nawet niemowlęctwa. I dobrze się widać stało, że przepowiednie te się nie sprawdziły, bowiem dzięki temu w ciągu minionego piętnastolecia ponad sześćset tysięcy egzemplarzy miesięcznika trafiło nie tyle pod strzechy, ile na biurka ludzi „od zamówień” w całej Polsce. Także tych, którzy nie wróżyli mu sukcesów.

Przez te wszystkie lata redagujący Doradcę oraz publikujący w nim swoje teksty starali się bardzo, aby to, co robią, robić jak najlepiej. Dzięki swoim kompetencjom i profesjonalizmowi budowali jego autorytet oraz pozycję w systemie zamówień publicznych. Ale występowało tu także sprzężenie zwrotne – tak, jak Doradcę na co dzień tworzyli autorzy zamieszczanych w nim publikacji, tak i Doradca promował młodych autorów, którzy na jego łamach odbyli swój udany debiut. Kiedy z okazji zbliżającego się piętnastolecia policzyliśmy, ile osób w tym czasie zechciało poświęcić mu swoje pióro okazało się, iż lista obejmuje ponad dwieście trzydzieści nazwisk. To ogromny potencjał wiedzy i doświadczenia, a także tworzony ich rękami spory kawałek historii polskiego systemu zamówień publicznych.

A jeśli już o tym mowa, Doradca to także niemała część historii tego systemu. Był jej uczestnikiem, ale też, w jakiejś części, ją współtworzył. Nasi autorzy zawsze starali się trzymać rękę na pulsie, być tam, gdzie dzieje się coś naprawdę ważnego. Obserwowali i komentowali zmiany w przepisach, kształtowanie się dobrych i mniej dobrych praktyk zamawiających i wykonawców, orzecznictwo sądów, arbitrów oraz Krajowej Izby Odwoławczej. Prezentowali oceny i propozycje, poglądy i opinie, także krytyczne, nigdy jednak ad personam, zawsze ad rem. Dorobek autorów publikujących w Doradcy to blisko trzy tysiące tekstów merytorycznych, w mniejszym lub większym stopniu poświęconych zamówieniom publicznym. Sądzę, że niewiele jest poważnych opracowań bądź wydawnictw, których autorzy nie odwoływaliby się do publikacji zamieszczanych w naszym miesięczniku. Trudno też zaprzeczyć temu, iż wkład autorów Doradcy w tworzenie doktryny zamówień publicznych jest bardzo poważny.

Czy zatem to wszystko, te całe piętnaście lat, świadczy o tym, że Doradca dobrze wywiązywał się ze swego zadania? Z tego, co napisałem wcześniej wynikałoby zapewne, że tak. Ale ja, uczciwie mówiąc, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bowiem nie mnie to oceniać. Jak zawsze w takim przypadku, ocenę wystawiają Czytelnicy i mogę jedynie mieć nadzieję, że będzie to ocena pozytywna. Mogę także, a nawet powinienem podziękować za to, że przez te lata byliście Państwo z nami, sięgaliście po zamieszczane w Doradcy publikacje, korzystaliście z naszej wiedzy i doświadczenia. Tak naprawdę właśnie to, po piętnastu latach istnienia miesięcznika, stanowi źródło największej satysfakcji każdego autora, piszącego na jego łamach.

Niezależnie od tego, jak górnolotnie by to nie zabrzmiało, dzisiaj, podobnie jak piętnaście lat temu, mamy poczucie misji. Zgodnie ze słowami deklaracji, otwierającej pierwszy, historyczny numer Doradcy, nadal służyć chcemy systemowi zamówień publicznych oraz działającym w jego ramach ludziom. Wyjaśniać zawiłości prawne, wskazywać rozwiązania, doradzać w trudnych sytuacjach. Popierać słuszne rozwiązania i rozsądne decyzje, przeciwstawiać się niefrasobliwej ignorancji oraz zwyczajnej głupocie. Chcemy być i będziemy potrzebni. Niezależnie od tego, czy towarzyszyć nam w tym będzie oficjalna życzliwość, czy równie oficjalna, bezinteresowna niechęć. Tak jak dotychczas będziemy z Państwem. Zechciejcie Państwo nadal być z nami.

Tomasz Czajkowski