Nowe otwarcie, trudny początek

44

Spokojnie, bez fanfar i fajerwerków, w sylwestrowo-noworoczną noc weszło w życie nowe Prawo zamówień publicznych. Rozpoczął się kolejny rozdział już dwudziestosześcioletniej historii polskiego systemu zamówień publicznych. Jaki to będzie rozdział i jak się potoczy jego historia – zobaczymy. To naprawdę bardzo ważny moment i dobrze, iż wreszcie nastąpił, choć, paradoksalnie, z jednej strony stało to się za późno, z drugiej trochę za wcześnie. Za późno, bo dotychczas obowiązująca ustawa po niezliczonych nowelizacjach dawno utraciła zdolność efektywnego zarządzania zamówieniowym rynkiem i systemem, za wcześnie, bo pomimo długiego vacatio legis większość zamawiających i wykonawców nie w pełni przygotowała się do jego stosowania. Nieistotne jest przy tym, co było głównym powodem takiego stanu rzeczy – czy pandemia i liczne ograniczenia które spowodowała, czy rozległa nowelizacja, uchwalona tylko co przed wejściem w życie nowego prawa, czy późne wydanie aktów wykonawczych, czy też wszystko razem. Chciałbym się mylić, ale obawiam się, iż mocno utrudniło to i utrudniać będzie pomyślny start oraz wdrażanie nowego prawa.

O sukcesie bądź niepowodzeniu nowego prawa nie zdecyduje Urząd Zamówień Publicznych czy nadzorujące go ministerstwo ale ci, którzy stosują jego przepisy w codziennej pracy

A przecież mogło być naprawdę dobrze i bezpiecznie, bez wątpliwości, niepewności i zagrożeń. I tak by zapewne było, gdyby wbrew opinii wielu ekspertów, nie wniesiono do Sejmu dobrego, ale ewidentnie niedopracowanego projektu, gdyby, w wyniku tego, nie trzeba byłoby nowelizować uchwalonej ustawy przed jej wejściem w życie, gdyby odpowiednio wcześniej przygotowane zostały akty wykonawcze, gdyby w pełni wykorzystano rekordowo długie vacatio legis, itd., itp. Tyle tylko, że dzisiaj z tego „gdybania” niewiele albo nic nie wynika, ponieważ to wszystko już się stało i nijak nie da się „odkręcić”. W tej sytuacji jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest myślenie i działanie pozytywne. Zresztą, mówiąc szczerze, innego wyjścia nie ma – jest nowa ustawa, są nowe akty wykonawcze, jest obowiązek ich stosowania. I to jest najważniejsze przesłanie na chwilę obecną.

Dlatego też namawiam i apeluję – odłóżmy na bok wątpliwości, niepewności, uprzedzenia i rozterki, nawet wówczas gdy uważamy, iż są uzasadnione. Czy nam się to podoba, czy nie, 1 stycznia nowe Prawo zamówień publicznych weszło nie tylko do polskiego systemu prawnego, ale także w życie każdego, kto zajmuje się zamówieniami publicznymi. Od teraz jest to nasza ustawa. Poczynając od roku bieżącego to ona rządzi trzystumiliardowym zamówieniowym rynkiem. Dlatego też wcześniej czy później będziemy musieli się jej nauczyć, a nawet ją polubić, ponieważ alternatywą jest zmiana zajęcia i poszukanie sobie jakiejś innej ustawy do polubienia. Byłoby bardzo niedobrze, gdyby ten dylemat okazywał się realny, ponieważ o sukcesie bądź niepowodzeniu nowego prawa nie zdecyduje Urząd Zamówień Publicznych czy nadzorujące go ministerstwo ale ci, którzy stosują jego przepisy w codziennej pracy, uczestnicy rynku zamówień publicznych, przede wszystkim zamawiający oraz wykonawcy. Rząd ma tworzyć odpowiednie warunki, ale to oni zdecydują, czy nastąpi płynne przejście od starej do nowej ustawy. Mam nadzieję, że tak się stanie choć już widać, że początki nie są i nie będą łatwe, że „warunki startowe” nowego prawa powinny być dużo lepsze, a skala wsparcia użytkowników wdrażanej ustawy znacznie większa. Pewne nadzieje rodzi tu wzmożona aktywność Urzędu Zamówień Publicznych, który w ostatnich miesiącach ubiegłego roku rozpoczął pościg za uciekającym czasem, podejmując szereg ciekawych inicjatyw.

Ale – jak naprawdę działa nowe Prawo zamówień publicznych i jak system zamówień został przygotowany do jego stosowania okaże się w nadchodzących miesiącach. Skuteczność i efektywność nowych przepisów, a także zasadność wypowiadanych na ich temat opinii oraz wątpliwości zweryfikuje rynek. Bardzo chcę wierzyć, że będzie to weryfikacja pozytywna.