Cena rażąca

0 15

Przy zamówieniach publicznych, podobnie jak przy każdej umowie kupna – sprzedaży, zasadnicze, a najczęściej przesądzające znaczenie ma cena. Kupujący chce, aby była ona jak najniższa, sprzedający odwrotnie; za przedmiot sprzedaży chce uzyskać cenę jak najwyższą. Czy jest w tym coś złego? Oczywiście nie. Tak było, jest i tak pozostanie dokąd jedni będą mieli coś do sprzedania, a drudzy zechcą to kupić. Można więc chyba powiedzieć, iż „problem” ceny jest tak stary, jak nasza cywilizacja, a może nawet jeszcze starszy i nic nie zapowiada, aby coś tu się zmieniło. Tak jak niegdyś, tak i dzisiaj jego istotą pozostaje sposób dojścia do takiej ceny, która zadowoli i sprzedawcę i kupca, umożliwiając dokonanie transakcji. Starożytni stosowali tu rozwiązanie najprostsze, które okazało się niezwykle efektywne i przetrwało w różnej postaci do dnia dzisiejszego. Do ceny transakcyjnej dochodzili w drodze „targowania się”, z czego później wschodnie bazary uczyniły swoistą instytucję, dzisiaj uświęconą wielowiekową tradycją. Świat współczesny wymyślił „procedury”. Czy rozwiązują one odwieczny „problem ceny”?

Sądząc po polskim rynku zamówień publicznych chyba nie do końca, tym bardziej, iż nie da się go sprowadzić wyłącznie do ceny rażąco niskiej. Czy co i raz nie mamy aby do czynienia z ceną wygórowaną, może nawet rażąco wysoką, za którą, także w procedurze zamówień publicznych, dokonywane są zakupy? Przykład? Proszę bardzo. Nie tak dawno cena wybudowania jednego kilometra polskiej autostrady była jedną z najwyższych w Europie. Przetargi na ich budowę rozstrzygano wówczas wyłącznie przy zastosowaniu kryterium ceny, a zatem zawsze wybierano ofertę najtańszą. Tyle tylko, że była to oferta najtańsza w konkretnym postępowaniu, ale czy najtańsza według cen występujących na europejskich rynkach? Jeśli nie, to jak można by określić cenę takiej oferty? Zawyżona, niewspółmiernie duża, rażąco wysoka? Dla równowagi kolejny przykład, ale z odwrotnym zakończeniem. Przed kilku laty w przetargu na budowę dwóch odcinków autostrady A2 wybrano ofertę o cenie sporo niższej niż szacunkowa wartość zamówienia, określona przez zamawiającego. Oczywiście była to oferta najtańsza, a ponieważ jedynym kryterium była cena, decyzja zamawiającego nie mogła być inna. Jak wiadomo nic z tego nie wyszło, a sprawa zakończyła się sześcioletnim procesem sądowym i z trudem wypracowaną ugodą. Niezależnie od okoliczności towarzyszących tej historii jedno jest pewne – cena bez wątpienia była „rażąco niska”.

Jaka z obydwu tych przykładów płynie nauka? Czy możemy powiedzieć, że świadczą o wyższości „targowania się” przed zawarciem umowy kupna – sprzedaży nad sformalizowanymi „procedurami”, w tym obowiązującymi przy zamówieniach publicznych? Oczywiście nie, choć podejrzewam, iż będą tacy, którzy tego poglądu nie podzielą, zwłaszcza wówczas, gdy „targowanie się” traktowane byłoby bardziej nowocześnie, niż w znaczeniu dosłownym. Ale mówiąc całkiem poważnie, jeśli pominiemy patologiczne aspekty, które niewątpliwie w obu przypadkach występują okaże się, jak bardzo względną kategorią jest cena. Dlatego też nie istnieje obiektywne pojęcie „rażąco niskiej” czy „rażąco wysokiej” ceny – zawsze występuje w relacji z ceną inną, którą akurat w danym czasie i okolicznościach z jakichś powodów uznajemy za właściwą. Czy proces tego „uznawania” możemy zobiektywizować, czyniąc go nie tylko transparentnym, ale w pełni sprawiedliwym? Czy na przykład gwarantuje to przewidziana obecnie w Pzp procedura wyjaśniania „rażąco” niskiej ceny? Mam pewne wątpliwości. Na początek chciałbym wiedzieć skąd się wzięła, jako wyznacznik oferty z ceną „rażąco” niską, akurat trzydziestoprocentowa różnica pomiędzy szacunkową wartością zamówienia przyjętą przez zamawiającego lub pomiędzy średnią arytmetyczną cen wszystkich złożonych ofert, a ceną oferowaną. Pewnie jestem tu trochę złośliwy, bo wiem, iż dobrej odpowiedzi na to pytanie nie ma. Nie ma też, jak sądzę, dobrej recepty na rozwiązanie problemu ceny „rażącej”, czy to niskiej, czy wysokiej. Jeśli więc odrzucimy „targowanie się” przed podpisaniem umowy pozostaje zdrowy rozsądek, bowiem właśnie problemy z „rażącą” ceną dowodnie wskazują, jak wielkie znaczenie ma on w procesie udzielania zamówień publicznych. Nie mówiąc o zwykłej uczciwości, oczywiście.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.