Zasada zdrowego rozsądku

125

Na początku, kiedy powstawał system zamówień publicznych, przy każdej okazji wskazywano, iż opiera się on na czterech zasadach – powszechności, jawności, konkurencyjności oraz równości. W miarę upływu czasu zaczęto wskazywać także na zasadę pisemności, celowości postępowania, zasadę prymatu przetargu nieograniczonego, zasadę gospodarności etc. W pewnym okresie było nawet tak, iż co ambitniejszy komentator czy autor kolejnego podręcznika za punkt honoru stawiał sobie wskazanie, że nie powiem „wynalezienie”, jakiejś kolejnej, nowej „zasady”. Można by nawet powiedzieć, iż był czas, gdy do szkoleniowego kanonu weszło rozpoczynanie wykładu od wyliczenia i omówienia „podstawowych zasad zamówień publicznych”. Było to całkiem rozsądne i być może dlatego właśnie długo nie trwało. Zamówieniowe zasady przywoływano coraz rzadziej, a potem sporadycznie bądź wcale. Dzisiaj, nawet podczas poważnych konferencji, nikt już się na ten temat nie zająknie. To bez wątpienia niedobrze, ale chyba jeszcze gorzej, iż na żadnym etapie zamówieniowej historii, w bogatym katalogu zasad, na których opiera się polski system zamówień publicznych, nie wymieniano zasady zdrowego rozsądku.

W dawnych czasach, kiedy miałem przyjemność (choć wówczas oczywiście tak nie uważałem) pobierania nauk na szacownym Wydziale Prawa UMCS, jeden z profesorów, jeszcze szkoły lwowskiej, zwykł mawiać: „pamiętajcie dzieciaki, że obok prawa jest jeszcze zdrowy rozsądek”. Wziąłem to sobie mocno do serca i, pomimo upływu lat, wciąż to wskazanie pamiętam. Nie mógłbym go zresztą zapomnieć nawet gdybym bardzo chciał, bowiem nasza zamówieniowa rzeczywistość była i jest w tym zakresie niezmiernie inspirująca.

Nie szukając daleko – problem, którego dotyczy temat obecnego numeru Doradcy. Wcześniej absolutny nieomal zakaz dzielenia zamówienia i co najmniej pręgierz dla każdego, kto ośmielił się tak uczynić, nieważne, czy było to działanie racjonalne, czy prosta ucieczka od obowiązku stosowania jakichś przepisów. Teraz – obowiązek tłumaczenia w protokole postępowania, dlaczego zamówienie podzielone nie zostało. A przecież, jeśli dobrze rozumiem, i wówczas, i obecnie chodziło o to, aby zamawiający wybierał rozwiązania optymalne, najkorzystniejsze dla siebie i uczciwe wobec wykonawców. Przykład kolejny – kryteria oceny ofert i prymat kryterium cenowego. Wcześniej powszechna praktyka, przy pełnej aprobacie instancji nadrzędnych i organów kontroli, stosowania wyłącznie kryterium cenowego, obecnie – ustawowy zakaz stosowania, z małymi wyjątkami, tylko tego kryterium. A przecież, jeśli dobrze rozumiem, i przedtem, i obecnie, przy wyborze oferty chodziło o to, aby była to oferta najkorzystniejsza. Chcecie więcej? Proszę bardzo – przepisy dotyczące podwykonawców, sposób uregulowania zamówień in-house, problem dokumentowania zatrudnienia na umowę o pracę.

W każdym z tych przypadków, a także w wielu innych, których nie wymieniłem, jeśli spojrzeć z boku, czy jak kto woli z dystansu, gołym okiem widać, iż związane z nimi problemy dałoby się stosunkowo prosto rozwiązać przy zastosowaniu, często nawet odrobiny, zdrowego rozsądku. No bo przecież zamówienie powinno być podzielone wówczas, gdy tenże na to wskazuje, niezależnie od tego, czy przepis przewidział taką możliwość, czy wręcz przeciwnie. Kiedy zdrowy rozsądek wskazuje, że możemy, a nawet powinniśmy wybrać ofertę najtańszą stosując wyłącznie kryterium ceny, powinniśmy to zrobić, a jeśli wskazuje nam, iż powinna to być (niech mi Organa Kontrolne wybaczą) oferta najdroższa, taką decyzję podjąć powinniśmy. Już słyszę okrzyki, że to czysta utopia, bo gdyby tak było, na co jakieś tam przepisy.

Nie do końca się z tym zgadzam, bowiem pytanie, całkiem na serio, jest takie – czy naprawdę to, co jest oczywiste i co wynika ze zdrowego rozsądku właśnie, powinno być regulowane przepisem, często rozpisanym na drobne? Wiem, że zdrowego rozsądku zadekretować się nie da, ale spróbujmy chociaż tę zasadę, obok iluś innych, niewątpliwie słusznych i potrzebnych, uwzględniać w zamówieniowej praktyce. Może wówczas nowe Prawo zamówień publicznych dałoby się pomieścić w stu artykułach?

Tomasz Czajkowski

Wyimek

na żadnym etapie zamówieniowej historii, w bogatym katalogu zasad, na których opiera się polski system zamówień publicznych, nie wymieniano zasady zdrowego rozsądku.