Protest w sprawie protestu

39

Jeśli by ktoś nie pamiętał albo nie wiedział, protest był instytucją chroniącą interes wykonawcy w jego bezpośrednich relacjach z zamawiającym. Pomagał także zamawiającemu, bowiem stanowił sygnał wczesnego ostrzegania o popełnionych błędach i pozwalał na ich naprawienie przed angażowaniem „sił zewnętrznych”. Składało się go na czynności zamawiającego, które zdaniem wykonawcy, poprzez naruszenie przepisów ustawy, a potem Prawa zamówień publicznych, naruszały jego interes prawny. Piszę „był”, bowiem jak wiadomo, protest został skasowany nowelizacją z dnia 9 października 2009 r. Tak po prostu, bez jakichkolwiek wcześniejszych konsultacji, badań bądź analiz. Wedle niechlubnego niegdysiejszego obyczaju unieważniania przetargu „bez podania przyczyn”. Tyle tylko, że wówczas przyczyna najczęściej była – wynik postępowania nie odpowiadał zamawiającemu. Pytanie zatem, jaka była przyczyna likwidacji protestu? Coś tam oczywiście wówczas mówiono, ale argumenty były tak dziwaczne, że trudno jest z nimi polemizować, zwłaszcza dzisiaj. Natomiast właśnie dzisiaj przypominanie instytucji protestu staje się szczególnie ważne, bowiem ruszyły prace związane z przygotowaniem projektu nowego prawa zamówień publicznych i w ich ramach problem ten powinien być dogłębnie rozważony. Piszę „rozważony” choć jestem przekonany, iż należy mu przywrócić właściwe miejsce w systemie środków ochrony prawnej.

Przypomnijmy. Protest to instytucja wielce zasłużona dla polskiego systemu zamówień publicznych. Ustanowiła go „stara” ustawa z 1994 r. i przez lata był podstawowym narzędziem obrony interesów wykonawcy, ubiegającego się o zamówienie. Podstawowym dlatego, że odwołanie przysługiwało od decyzji zamawiającego, która protest rozstrzygała. Nie było protestu, nie mogło być odwołania. Całkiem na początku protest można było złożyć wobec każdej czynności podjętej przez zamawiającego, a jak uważali niektórzy, także wobec każdego zaniechania.  Być może z tych powodów właśnie przez wielu ekspertów postrzegany był jako fundament zespołu logicznie i racjonalnie skonstruowanych instytucji (protest – odwołanie – skarga), który później został pięknie nazwany „systemem środków ochrony prawnej”.

Tak też był postrzegany w piśmiennictwie, a nawet w doktrynie. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych nieomal powszechnie wskazywano, iż umożliwia on zamawiającemu podjęcie czynności naprawczych, a tym samym chroni go przed konsekwencjami popełnionych błędów. Autor pierwszego podręcznika dotyczącego zamówień publicznych pisał, iż „takie rozwiązanie proceduralne umożliwia uniknięcie postępowania wyższych szczebli odwoławczych w sprawach, które można rozstrzygnąć we wcześniejszym, mniej konfliktowym etapie postępowania”. No właśnie, przecież także dzisiaj trudno odmówić temu racji. Może warto więc zapytać, komu i dlaczego istnienie protestu przeszkadzało?

Kiedy niedawno podczas ważnej zamówieniowej debaty przekonywałem do potrzeby przywrócenia protestu bądź rozwiązania podobnego, usłyszałem od jednego z wybitnych znawców zamówień publicznych, iż nie należy wywoływać „demonów przeszłości”. Zdziwiłem się mocno, bowiem przeciwko przywróceniu protestu słyszałem już wiele dziwacznych wypowiedzi, ale żeby protest – demonem? Nawet gdyby uznać to niezbyt fortunne sformułowanie za figurę retoryczną warto byłoby wiedzieć, dlaczego, pomimo upływu ośmiu lat od czasu likwidacji protestu, próba dyskusji o ewentualności jego przywrócenia powoduje emocjonalne, że nie powiem „demoniczne” reakcje. Sadzę, że nad tym pytaniem także warto się pochylić.  

Ale póki co, konsekwentnie, po raz kolejny, składam stanowczy protest w sprawie protestu. Przeciwko jego likwidacji (to protest na wykonaną czynność), przeciwko temu, że ani razu poważnie nie pochylono się nad tym problemem, że nie przeprowadzono żadnych badań, analiz etc. (to protest na zaniechanie), że nadal pojawiają się „w tym temacie” bzdurne argumenty, których użyto przy okazji nowelizacji w 2009 roku, a których nikt wówczas poważnie nie traktował (to protest … no właśnie, na co?).   

Tomasz Czajkowski

Wyimek

protest był instytucją chroniącą interes wykonawcy w jego bezpośrednich relacjach z zamawiającym, a dla zamawiającego stanowił sygnał wczesnego ostrzegania o popełnionych błędach