NA MARGINESIE – KWIECIEŃ 2013

31

 

Narasta zniecierpliwienie przedsiębiorców negatywnymi procesami, zachodzącymi w systemie i na rynku zamówień publicznych. Wielu z nich kreśli czarne scenariusze, a co poniektórzy przewidują nawet krach tego rynku. Jako grzechy główne, które ich zdaniem mogą do tego doprowadzić, wymieniają „dyktat najniższej ceny, brak możliwości waloryzacji umów o zamówienia publiczne w trakcie ich trwania oraz rosnące koszty zatrudnienia”. Obawiają się także o skutki, jakie stan ten może przynieść dla rynku pracy. „Dyktat najniższej ceny” powoduje, iż wykonawcy dostosowują ceny ofert do oczekiwań zamawiających, a następnie, w trakcie realizacji zamówienia, nie są w stanie ich „udźwignąć”. Ma to miejsce zwłaszcza w przypadku usług o niskim zaawansowaniu technologicznym, gdzie koszty pracy stanowią zdecydowaną większość ogółu kosztów usługi. Konsekwencją tego jest wówczas albo obniżanie wynagrodzeń, albo redukcja zatrudnienia, albo plajta firmy. W tym kontekście ogromnie boją się postulowanego przez związki zawodowe „ozusowania” umów „śmieciowych” (umów zleceń), co, ich zdaniem, spowoduje wzrost kosztów pracy o około 30 %.

Nie wiem, na ile obawy te oraz katastroficzne prognozy są uzasadnione, ale rozumiem powody zarówno zniecierpliwienia, jak i obaw. Dotyczą one przecież spraw znanych, o których mówi się od dawna i co do których panuje zgodne stanowisko większości zamówieniowych ekspertów. Przedsiębiorcy nie odkrywają więc Ameryki, i chyba nie w tym problem. Wydaje mi się natomiast, iż problem w tym, że choć pisze się o nich i mówi od dawna – także w parlamencie oraz na innych forach publicznych – nic się w tych sprawach nie dzieje. Co więcej, ostatnio prezes UZP stwierdził w Sejmie, iż przy odpowiednim opisie przedmiotu zamówienia oraz odpowiednim nadzorze przy realizacji zamówienia cena jako jedyne kryterium oceny ofert nie jest „niczym złym”. Pewnie bywa i tak, że „niczym złym” nie jest, jednakże „cena” – najniższa, najwyższa, średnia i jaka tam jeszcze, to kategorie ekonomiczne, a nie elementy abstrakcyjnego modelu, którego rynkową efektywność można oceniać „na oko”, zwłaszcza wówczas, gdy przedsiębiorcy mówią co innego. Jeśli zatem w tej fundamentalnej dla rynku zamówień publicznych sprawie, jaką jest obecnie „dyktat najniższej ceny”, pomiędzy przedsiębiorcami a administracją panuje tak głęboka różnica poglądów i ocen, może warto byłoby przeprowadzić gruntowne, wieloaspektowe badania rynkowych konsekwencji tego problemu, a następnie zwrócić się do niezależnych ekonomistów o opracowanie ich wyników. Ponieważ sprawa jest naprawdę wielkiej wagi i dotyczy naprawdę wielkich pieniędzy oraz, jak wskazują ostatnio przedsiębiorcy, także rynku pracy, powinien je zlecić rząd, a jeśli nie zechce, powinny to zrobić korporacje przedsiębiorców i pracodawców bądź samorząd gospodarczy.

Pomarzyć dobra rzecz, póki co natomiast mamy wiosenny „wysyp” kolejnych nowelizacji Prawa zamówień publicznych, a jak donoszą dobrze poinformowane źródła, poza tymi, o których wiemy, będzie jeszcze ileś innych. Jakoś tak się porobiło, że chętnych do zmieniania tego prawa jest coraz więcej, ostatnio nawet słyszałem, że nad własnym projektem pracują także specjaliści od równouprawnienia i przemian obyczajowych, ale myślę, że to jest jakiś dowcip. Żart żartem, natomiast patrząc na to wszystko, wcale mi nie do śmiechu. Trzy projekty w Sejmie, czwarty skierowany do uzgodnień międzyresortowych, kolejne, nie tylko rządowe, w przygotowaniu. Nawet gdyby każdy z nich był najmądrzejszy nic dobrego z tego wyniknąć nie może, bowiem przy obecnym stanie Prawa zamówień publicznych kolejna nowelizacja może je tylko kolejny raz popsuć, a nie poprawić. Moim zdaniem granice dopuszczalności (efektywności ?) zmian wprowadzanych do tej ustawy w trybie nowelizacji zostały już dawno przekroczone. Tak przy okazji – czy ktoś jest w stanie powiedzieć, ile tych nowelizacji od momentu uchwalenia Pzp przeprowadzono ? Z całą pewnością dużo więcej, niż starej ustawy o zamówieniach publicznych. A przecież jednym z koronnych argumentów na rzecz przygotowania ustawy nowej były jej liczne nowelizacje. Ale, jak widać, to co wówczas wydawało się oczywiste, dziś takowe być nie musi.

Szczęśliwie jednak nie wszyscy tak uważają. Kilka dni temu z inicjatywy PKPP Lewiatan odbyło się spotkanie grupy posłów z klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej oraz ekspertów w sprawach zamówień publicznych. Było ono bardzo potrzebne i bardzo pożyteczne. W trakcie dyskusji posłowie stwierdzili, iż kolejne nowelizacje Prawa zamówień publicznych nie mają sensu i opowiedzieli się za napisaniem nowej ustawy. Eksperci, którzy twierdzą tak od dawna, zadeklarowali swoją pomoc, jeśli posłowie zechcą z niej skorzystać. Wszystko więc na ten moment wygląda ślicznie i miejmy nadzieję, że dalej też tak będzie. I to, na koniec, jest ta dobra wiadomość.