NA MARGINESIE – LIPEC 2014

24

Miało być inaczej

Dzisiaj wypada chyba zacząć od przeprosin, bowiem zapowiedź tematu obecnego numeru była inna niż temat, który jest realizowany. Tak, jak zawsze w lipcowym Doradcy chcieliśmy zaprezentować i skomentować Sprawozdanie Prezesa UZP z funkcjonowania systemu zamówień publicznych w roku minionym, które zwykle w czerwcu przyjmowała Rada Ministrów. Po raz pierwszy jednak od 1996 r., do chwili zamknięcia lipcowego numeru, rząd Sprawozdania nie przyjął. Nie wiadomo, jakie były tego powody, nie wiadomo też, czy i kiedy będzie ono przyjęte. Powstaje w związku z tym pytanie, czy jest to przypadek, czy rząd miał ważniejsze sprawy na głowie, czy też fragment większej całości, a właściwie coraz większego problemu, dotykającego system zamówień publicznych.

Po niespodziewanym odwołaniu Prezesa Urzędu w grudniu ubiegłego roku, w środowiskach zamówieniowych obudziła się nadzieja, że idzie ku lepszemu. Powszechnie uznano, iż powodem tej dymisji był narastający chaos w systemie zamówień publicznych i wiążące się z tym zagrożenia dla zamówieniowego rynku. Oczekiwane więc były szybkie decyzje, zmieniające ten stan rzeczy. Tak się jednak, niestety, nie stało. Nikt nawet nie zająknął się na temat jakichkolwiek działań naprawczych. Po chwilowym wahnięciu, spowodowanym brakiem dotychczasowego prezesa oraz nadziejami na rychłą sukcesję, w Urzędzie powróciło codzienne „urzędowanie”. W Sejmie wznowiono prace nad kolejnymi nowelizacjami, z których ostatnia zapewne lada moment zostanie uchwalona. Znaczy – wszystko, jak zawsze, w porządku. Ale jeśli tak, to dlaczego Prezes został odwołany?    

Kiedy, po długim oczekiwaniu na jakiekolwiek decyzje, w czerwcu ogłoszono „nabór na stanowisko prezesa UZP”, znowu mało kto coś z tego zrozumiał. Po pierwsze – dlaczego „nabór”, a nie konkurs, prowadzony zgodnie z powszechnie przyjętymi standardami? Po drugie – dlaczego na ogłoszenie go trzeba było czekać ponad sześć miesięcy? Ustawa wprawdzie mówi o „naborze”, nie o konkursie, ale przecież nie o nazwę tu chodzi, a o to, jak przebiegają procedury związane z powołaniem prezesa. Niepokój w tej sprawie jest tym bardziej uzasadniony, że do chwili obecnej, brak jakichkolwiek publicznych informacji o przebiegu „naboru” oraz o kandydatach, którzy złożyli aplikacje. Przypomnę, że 28 czerwca minął termin składania dokumentów przez osoby, ubiegające się o to stanowisko. Całkiem więc nie wykluczone, że w tej sprawie, podobnie jak w wielu innych, po prostu nic się nie dzieje.

A dziać się powinno, bowiem czas jest nieubłagany. Na przykład – już straciliśmy prawie pół roku z okresu, w jakim należy implementować nowe europejskie dyrektywy zamówieniowe. Z moich doświadczeń związanych z poprzednimi dyrektywami wynika, iż gdyby w tej chwili podjęte zostały prace związane z wdrożeniem nowych dyrektyw, trudno byłoby zakończyć je w przewidzianym terminie. A przecież problem nie dotyczy tylko implementacji dyrektyw, a napisania od nowa Prawa zamówień publicznych. Oczywiście, mam na myśli właściwe, rzetelne prowadzenie prac nad nowymi przepisami, a nie takie, jakie miało miejsce przy większości uchwalanych od kilku lat nowelizacji. Nie wyobrażam sobie na przykład, aby nie towarzyszyła im szeroka, publiczna debata.

Kiedy rozmawiam o tym wszystkim z kolegami, którzy wraz ze mną współtworzyli system zamówień publicznych wielokrotnie słyszę – miało być inaczej. To smutna konstatacja po dwudziestu bez mała latach funkcjonowania systemu. Tym bardziej, że nie bardzo wiadomo, dlaczego tak się dzieje. Albo więc, z jakichś powodów, nie ma woli przeprowadzenia rzeczywistych zmian, albo aktualny stan systemu zamówień publicznych oraz wartego 150 mld zł. rynku nie jest na tyle istotny, aby na serio zawracać sobie nim głowę. Zapewne mogą być jeszcze inne powody, ale nie starcza mi wyobraźni, aby próbować je ustalić.

W jednym z wcześniejszych felietonów pytałem, co jeszcze musi się wydarzyć, aby podjęte zostały decyzje i działania, mające na celu naprawę systemu zamówień publicznych. Dzisiaj, jeszcze bardziej niż wówczas, gdy stawiałem to pytanie, nie potrafię na nie odpowiedzieć, bowiem wydarzyło się już (prawie?) wszystko, co nie tylko uzasadnia, ale wymusza podjęcie radykalnych działań. Tylko, jak widać, co z tego?   

 

Tomasz Czajkowski