NA MARGINESIE – Styczeń 2012

31

Dyscyplina to według Słownika poprawnej polszczyzny „karność, rygor”, a także „posłuszeństwo”. Według Wikipedii dyscyplina finansów publicznych to „przestrzeganie określonych przez ustawodawcę zasad prawidłowej gospodarki finansowej środkami publicznymi, których naruszenie może spowodować pociągnięcie do odpowiedzialności”. A zatem, nie ma karności, rygoru i posłuszeństwa – jest odpowiedzialność. Wszystko proste, jasne i oczywiste. Ale czy rzeczywiście ? Nie sądzę, ponieważ najtrafniejsze nawet definicje to jedno, a świadome realizowanie w życiu codziennym tego, co z nich wynika, to zupełnie co innego. Gdyby tak nie było, zapewne znaczna część przepisów stałaby się zbędna, organy kontrolne redukowałyby zatrudnienie, a zakłady karne święciły pustkami. Zbędna byłaby też zapewne ustawa o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych. To jednakże jest obraz przyszłości, zapewne dość odległej. Póki co, jest jak jest. Organy kontrolne zwiększają zatrudnienie, komisje dyscypliny finansów publicznych wszystkich szczebli pracują pełną parą, a i sądy też mają co robić. Jak się to wszystko ma do aktualnego poziomu tejże dyscypliny ? Zapewne tak sobie, ponieważ co i raz dotycząca jej ustawa jest nowelizowana, oczywiście nie w celu złagodzenia zawartych w niej rygorów.   

Trudno nie zauważyć ścisłego związku pomiędzy zamówieniami publicznymi, a dyscypliną finansów publicznych i nie ma potrzeby tłumaczyć, na czym on polega i dlaczego jest taki ważny. Lekcję tę na własnym przykładzie przerobiło wielu przedstawicieli zamawiających, często w sposób bardzo bolesny. I słusznie, bowiem – jak wiadomo – gdzie jest wina, musi być kara, gdzie nie ma „przestrzegania określonych przez ustawodawcę zasad”, musi być odpowiedzialność. Filozofii tej w żaden sposób nie da się zanegować. Tyle tylko, że nie do końca odpowiada mi sposób, w jaki jest ona realizowana, a dokładnie, że zbyt często forma dominuje nad treścią. Nie bardzo też jestem w stanie zrozumieć, dlaczego w  pewnym momencie kierunki zmian w Prawie zamówień publicznych oraz w ustawie o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych ewidentnie się rozeszły. Postępującej liberalizacji przepisów Pzp towarzyszyło zaostrzanie rygorów dotyczących zamówień w przepisach o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów. Być może wielu uzna to za prawidłowe, a nawet konieczne, jednakże ja nie jestem zwolennikiem metody kija i marchewki. Zwłaszcza w takim przypadku. Zawsze też uważałem, iż „rozluźnianie” rygorów zawartych w przepisach dotyczących zamówień publicznych powinno być procesem adekwatnym do wzrostu poziomu dyscypliny finansów publicznych.

Nie jestem też zwolennikiem dyscypliny formalnej. Uważam, że w odniesieniu do sfery finansów publicznych niesie ona ze sobą znacznie więcej zagrożeń, niż przynosi korzyści. Cóż z tego, że postępowanie przeprowadzone zostanie bez naruszeń przepisów, skutkujących odpowiedzialnością dyscyplinarną, jeśli w jego wyniku zamawiający narażony będzie na straty. Na przykład wówczas, gdy stosując jedyne kryterium cenowe kupi coś byle jakiego, co nie tylko nie w pełni zaspokoi jego potrzeby, ale w nieodległej przyszłości wygeneruje kolejne wydatki. Nie jest to sytuacja wydumana. Znane są przecież przypadki, kiedy formalnie poprawne i powszechnie akceptowane zachowania oraz decyzje zamawiającego stoją w ewidentnej sprzeczności z zasadami racjonalnej i efektywnej gospodarki finansowej, a niekiedy nawet ze zdrowym rozsądkiem. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ustawa o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych nie jest lekiem na każde zło, że poza odpowiedzialnością dyscyplinarną istnieje jeszcze kilka innych rodzajów odpowiedzialności, z karną włącznie. Jak jednakże widać, płynące z nich „zagrożenia” dla dysponentów środków publicznych nie zawsze stanowią wystarczającą barierę. W odniesieniu do zamówień publicznych, choć statystycznie ilość penalizowanych naruszeń maleje, nadal utrzymuje się na stosunkowo wysokim poziomie. A zatem, być może, nie tylko tędy droga.

W literaturze fachowej rozróżnia się dyscyplinę opartą na przymusie oraz dyscyplinę świadomą, wynikającą ze zrozumienia konieczności podporządkowania się określonym rygorom. Sądzę, że nie tylko mnie, i nie tylko w odniesieniu do sfery finansów publicznych, znacznie bliższy jest ten drugi model. Dyscyplina finansów publicznych potrzebna jest zawsze i wszędzie, powiedział w rozmowie z Doradcą Główny Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych. Nikt rozsądny nie jest w stanie temu zaprzeczyć. Moim zdaniem musi to być jednak przede wszystkim dyscyplina świadoma. Przypomnijmy – wyraz „dyscyplina” pochodzi od łacińskiego słowa „disciplina”, co znaczy „uczenie się, nauczanie”, ale także „wychowanie, sposób życia, przyzwyczajenia, zasady”. No właśnie.