NA MARGINESIE – Wrzesień 2012

18

Kolejna, znacząca nowelizacja przepisów dotyczących zamówień publicznych stała się faktem. W dniu 14 września 2012 r. Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy Prawo zamówień publicznych oraz ustawy o koncesji na roboty budowlane lub usługi. Projekt przeszedł zgodnie z przedłożeniem rządowym i tak już zapewne pozostanie, bowiem trudno założyć, iż Senat zmieni tu cokolwiek. Jeśli dobrze liczę, jest to już ósma „duża” nowelizacja Pzp i nie wiem już, która w długim szeregu mniejszych lub incydentalnie wprowadzanych zmian. Nie statystyki jednak czy inne wyliczanki są tu ważne. Choć każda z dotychczasowych nowelizacji zamówieniowego prawa miała swoją specyfikę, obecna jest wyjątkowa pod każdym względem.

Jak powszechnie wiadomo, jej głównym celem była implementacja do prawa polskiego unijnych norm, wprowadzonych dyrektywą obronną. Przy tej „okazji” wprowadzone być miały inne zmiany, poprawiające i ulepszające system zamówień publicznych. I tu ciekawostka pierwsza – „obronny”, a więc główny kierunek nowelizacji w prowadzonych dyskusjach, publicznych wypowiedziach bądź publikacjach związanych z nowelizacją był praktycznie nieobecny. Ciekawostka druga jest taka, iż po ponad rocznym opóźnieniu we wdrożeniu norm unijnych finisz krajowej legislacji odbył się w tempie iście sprinterskim. Grzech zaniechania okazał się raptem przydatny, bowiem groźba konsekwencji za niewdrożenie unijnego prawa uzasadniała i drogę na skróty, i pośpiech w uchwalaniu zmian „obronnych”. Na ich „plecach”, w osłonie związanej z nią argumentacji, wjechały do ustawy także zmiany inne, zdecydowanie mniej oczywiste niż te, których wymagała dyrektywa obronna. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych i nie sądzę, aby był to zabieg celowy, ale że tak się stało, trudno zaprzeczyć.

Tezę tę zdaje się potwierdzać przebieg prac sejmowych. Tam także niewiele czasu poświęcono problematyce związanej z „obronnym” kierunkiem nowelizacji, a dyskusja dotycząca zmian „innych” skończyła się praktycznie na niczym. Kolejną ciekawostką jest natomiast to, że przewodnicząca podkomisji nadzwyczajnej, która pracowała nad projektem sięgnęła do klasyki i była za, a nawet przeciw zmianom, które ta podkomisja do projektu wprowadziła. Zaprezentowała je na posiedzeniu Komisji Gospodarki, a następnie podpisała się pod wnioskiem o ich wycofanie. Zaapelowali o to przedstawiciele rządu, a pani przewodnicząca, i nie tylko zresztą ona, grzecznie posłuchała. Dorobek oraz decyzje podkomisji raptem przestały być ważne. A to już przestaje być zabawne.

Przypomnijmy, że sprawa nie dotyczyła implementacji dyrektywy obronnej, a dotychczasowego brzmienia oraz proponowanych przez rząd zmian w art. 24 ust. 1. Jak to się rzadko zdarza w podobnych sytuacjach, „front” oponentów rządu był tu bardzo szeroki i prezentował nieomal jednolite stanowisko. Przeciwne im były organizacje przedsiębiorców i pracodawców – BCC i „Lewiatan”, a także przedstawiciele izb gospodarczych. Biuro Analiz Sejmowych, opiniując projekt na zlecenie podkomisji nadzwyczajnej, stwierdziło, że jeden z projektowanych przepisów może być niezgodny z Konstytucją „w zakresie braku udowodnienia winy i drogi sądowej”. Poważne zastrzeżenia zgłosiło Ministerstwo Spraw Zagranicznych. W związku z pytaniami prejudycjalnymi dotyczącymi tego przepisu, które do Trybunału Sprawiedliwości skierowała Krajowa Izba Odwoławcza, Komisja Europejska stwierdziła, że jest on niezgodny z prawem europejskim. Pogląd ten najprawdopodobniej Trybunał podzieli. Cóż tu jeszcze można dodać ? Niezgodność z Konstytucją oraz z prawem europejskim to najcięższe z możliwych argumentów. Jak się jednak okazuje, nie dla wszystkich.

Podczas trzeciego czytania prezes UZP zapewnił posłów, że przepisy te są zgodne z Konstytucją, i stwierdził, iż jak na razie „nie ma stanowiska o niezgodności projektu z dyrektywami Unii Europejskiej”. To fakt, stanowiska TSUE rzeczywiście dzisiaj nie ma, a i sejmowi eksperci mogą się mylić. Co jednakże będzie, jeśli niekonstytucyjność tych przepisów zostanie formalnie potwierdzona, a Trybunał Sprawiedliwości uzna, że są one niezgodne z prawem europejskim ? Co wówczas zrobią przedsiębiorcy wykluczani z postępowania na ich podstawie ? Jakie spowoduje to konsekwencje dla budżetu ? Obawiam się, iż nie załatwiłoby ich nawet utworzenie Funduszu Drogowego bis.

Na posiedzeniu Komisji Gospodarki przedstawiciel GDDKiA, odnosząc się do przepisów zawartych w art. 24, powiedział, „że zdecydowanie nie możemy pozwolić sobie na to, żeby ten artykuł w obecnym brzmieniu został uchylony”. Przepraszam, ale chciałbym wiedzieć, kto mianowicie „zdecydowanie” nie może sobie na to pozwolić. Kim są owi „my” ? I wreszcie – dlaczego przy zagrożeniach oraz daleko idących wątpliwościach związanych z istniejącym i projektowanym przepisem ci, którzy „nie mogą sobie na to pozwolić”, są w stanie przeprowadzić swoją wolę w parlamencie. Mam wrażenie, że odpowiedzi na te pytania byłyby wielce interesujące. Tym bardziej że, lada moment czekają nas kolejne nowelizacje.

Tomasz Czajkowski