Najtańsza oferta niesie ze sobą ryzyko

27

Z Ryszardem Pawłem Krawczykiem, Prezesem Regionalnej Izby Obrachunkowej w Łodzi, Przewodniczącym Krajowej Rady RIO, rozmawia Mariusz Janik

W uiegłym roku Regionalne Izby Obra­chunkowe obchodziły dwudziestą rocz­nicę działania. Jak ocenia Pan te dwie dekady funkcjonowania RIO?

Nie jest zręcznie oceniać własną pracę. Należy przypo­mnieć, że idea powołania Regionalnych Izb Obrachun­kowych pojawiła się już w 1990 roku, wraz z uchwale­niem ustawy o samorządzie terytorialnym (od 1 stycznia 1999 r. – o samorządzie gminnym). Do końca 1992 r. kompetencje izb wykonywali wojewodowie, ale już od początku 1993 r. izby powoli zaczęły wykonywać swoje funkcje i praktycznie już w drugiej dekadzie roku 1993 możemy mówić o pełnym funkcjonowaniu izb. Towa­rzyszył temu pewien entuzjazm tworzenia instytucji nowej, potrzebnej do umacniania samorządności tery­torialnej. Wraz z grupą kolegów miałem satysfakcję z faktu, że wykonujemy pewną misję, która służy umac­nianiu struktur państwa, a jednocześnie przyczynia się do wzmocnienia podmiotowości społeczności lokal­nych. Nikt nie pytał – co ja z tego będę miał? Kiedy wspominam ten okres, nie ukrywam, że odczuwam pewną nostalgię. A jednocześnie patrzę na wyniki ostat­niego sondażu IBRiS Homo Homini dla „Rzeczpospo­litej”, z którego wynika, że 41 proc. Polaków nie po­święciłoby nic dla dobra obecnej Polski, i oczywiście przychodzi refleksja: jesteśmy młodą demokracją i taki wynik może nie rokować wielkich szans na zestarzenie się, a z drugiej strony – co oczywiste, pojawia się pyta­nie: w jaki sposób budować struktury społeczeństwa obywatelskiego przy takim nastawieniu społeczeństwa? Niewątpliwie, jest to pewien niepokojący sygnał dla elit sprawujących władzę.

Wszyscy, wychowani w poprzednim systemie, mieliśmy świadomość, że charakterystyczny dla okresu minione­go proces centralizacji i rozstrzygania często spraw bła­hych przez pryzmat polityczny nie służy kształtowaniu właściwych postaw i nie wyzwala bezinteresownej ak­tywności społecznej. Należy podkreślić, że proces budo­wania izb odbywał się bez nacisków politycznych, a jed­nocześnie stworzono nam warunki poznania rozwiązań kontrolnych funkcjonujących w starych demokracjach zachodnich. Możliwość skonfrontowania własnej rze­czywistości z przemyślanymi i funkcjonującymi w prak­tyce rozwiązaniami zachodnimi przyniosła w praktyce wiele pomysłów nowych rozwiązań, zarówno w sferze praktycznego kierowania izbami, jak i w sferze meryto­rycznych kompetencji. Na marginesie chciałbym za­uważyć, że w ostatnich dziesięciu latach Krajowa Rada Regionalnych Izb Obrachunkowych złożyła dokładnie 100 propozycji legislacyjnych usprawniających prace samorządu czy wręcz likwidujących konstrukcje praw­ne nie do końca precyzyjne lub nieprzemyślane. W praktyce wykorzystano dwie.

Należy też pamiętać, że pierwotny tekst ustawy o Regio­nalnych Izbach Obrachunkowych wskazywał na wizję funkcjonowania izb, ale daleko było mu do doskona­łości. O ile sfera nadzorcza izb, wynikająca z ustawy oRegionalnych Izbach Obrachunkowych, stanowiła pewną logiczną całość, to kolejna sfera kompetencyjna – działalność kontrolna – nie była już tak dopracowana i stanowiła pewne bezkrytyczne przepisanie fragmentów ustawy o NIK z 1980 r. Chciałbym jednak podkreślić, że olbrzymią rolę w umocnieniu ustrojowo-kompetencyjnym izb odegrała w tym czasie nauka. Ilość artykułów i rozpraw, jakie ukazywały się w różnych periodykach w tamtym okresie, była naprawdę zdumiewająca.

To były początki. Czy potem możemy mówić o ja­kichś specyficznych etapach, które składają się na to dwudziestolecie?

Sądzę, że tak. Pierwszy etap tworzenia izb i osadzenia ich w realiach ustrojowych państwa trwał do roku 1997. Cezurą czasową jest tu, oczywiście, uchwalenie nowej Konstytucji RP Konstytucja w art. 171 stanowi o nadzo­rze izb w zakresie spraw finansowych, ustawie wówczas to pojęcie nie było znane. Pojęcie konstytucyjne trzeba było wypełnić pewną treścią i efekty legislacyjne tego przedsięwzięcia na krótko doprowadziły do przejęcia przez izby 80-85 proc. nadzoru nad samorządem. To eli­minowało z nadzoru wojewodę jako przedstawiciela rządu w terenie, a jednocześnie oddawało w znacznym stopniu izbom – jako organom niezależnym i apolitycz­nym – nadzór nad samorządem. W praktyce nie pozwo­lono na rozpoczęcie procesu samoograniczania się nad­zorczego izb i rozgraniczenie nadzoru izb i wojewodów poprzez rozstrzygnięcia sądów administracyjnych. Było to w pewnym sensie uzasadnione: w państwie demo­kratycznym nadzoru nie można domniemywać, on mu­si być określony wprost. Znowelizowana ustawa ograniczyła więc nadzór izb do enumeraty w niewymienionych przypadków.

Należy pamiętać, że w pierwszym okresie po 1990 r. dyskusji o reformie samorządowej towarzyszyła także dyskusja dotycząca granic samodzielności jednostek samorządu terytorialnego oraz sposobu i zakresu wy­konywania kontroli nad samorządem terytorialnym. Głosy, aby usytuować Regionalne Izby Obrachunkowe w strukturach NIK, a nawet w strukturach Minister­stwa Finansów, wcale nie należały do rzadkości. Parla­ment tym zakusom, na szczęście, przeciwstawił się dość jednoznacznie. Pomimo tego problem ten jak bumerang wraca mniej więcej co cztery lata.

Kolejny okres w funkcjonowaniu Regionalnych Izb Ob­rachunkowych to okres po uchwaleniu Konstytucji RP do czasu wejścia w życie ustawy o finansach publicz­nych z 2009 r. Okres ten charakteryzuje się wzmocnieniem kompetencji merytorycznych RIO (głównie nadzorczo-opiniodawczych) przy jednoczesnym osłabianiu organizacyjno-finansowym izb.

Ostatni okres musimy wiązać z wejściem w życie zno­welizowanej ustawy o finansach publicznych z 2009 r., kiedy to uczyniono Regionalne Izby Obrachunkowe strażnikiem długu samorządu terytorialnego oraz pod­miotem odpowiedzialnym za prawidłowość sprawoz­dawczości finansowej przekazywanej przez samorządy do MF. Ta politycznie słuszna, przynajmniej w części, koncepcja nie została jednak wypełniona do końca prze­myślanymi i logicznymi konstrukcjami ustawowymi, co w efekcie otwiera pole do konfliktów na linii samorząd- -Regionalne Izby Obrachunkowe. Trzeba podkreślić, że izby – a ich działalność w ciągu minionego 20-lecia jest tego najlepszym przykładem, nigdy nie dążyły do ograniczenia uprawnień i samodzielności samorządu terytorialnego. Można powiedzieć, że wprost przeciw­nie, swoimi rozstrzygnięciami próbowały umacniać ideę państwa prawa. Regionalne Izby Obrachunkowe nie by­ły nigdy instytucjami publicznymi działającymi wyłącz­nie dla siebie. W 1993 r., kiedy izby rozpoczynały swoją działalność, 29 proc. uchwał budżetowych gmin było podjętych z istotnym naruszeniem prawa. W chwili obecnej ten współczynnik oscyluje między 1-1,5 proc. rocznie. Niewątpliwie, należy więc podkreślić również w minionym 20-leciu efekty działalności szkoleniowej i opiniodawczej.

Jak ocenia Pan sytuację w zamówieniach publicz­nych w ostatnich latach? Czy z doświadczeń RIO wynika, że system zamówień publicznych znajduje się dziś w lepszej czy gorszej kondycji niż np. dzie­sięć lub pięć lat temu?

Zamówienia publiczne są niezwykle istotnym obszarem funkcjonowania podmiotów sektora finansów pu­blicznych, w tym jednostek samorządu terytorialnego. Mimo wielu wątpliwości odnoszących się do poszcze­gólnych rozwiązań komponujących system zamówień publicznych obowiązek stosowania efektywnych, transparentnych i konkurencyjnych procedur wydatkowania środków publicznych w sposób trwały wpisany jest w świadomość osób zarządzających podmiotami samo­rządowymi. Sprzyja to oczywiście coraz większej jakości realizowanych postępowań i przyjmowanych w tym za­kresie rozwiązań organizacyjnych. Istotnym elementem jest tutaj bez wątpienia wpisany w proces pozyskiwania środków z budżetu Unii Europejskiej mechanizm wery­fikacji działań beneficjentów udzielających zamówień publicznych finansowanych ze środków europejskich. Jest to bardzo ważny czynnik wpływający na profesjo­nalizację czynności jednostek samorządu terytorialnego na rozważanej płaszczyźnie ich działalności, a wiedza dotycząca systemu zamówień publicznych i świado­mość istniejących zagrożeń oraz ograniczeń jest coraz większa.

Czy według Pańskiej oceny władze samorządowe radzą sobie dziś lepiej w obszarze zamówień pu­blicznych?

Oceniając rzeczywistość poprzez pryzmat doświadczeń kontrolnych i szkoleniowych Regionalnej Izby Obra­chunkowej w Łodzi, mogę powiedzieć, że znajomość prawa zamówień publicznych w chwili obecnej jest zdecydowanie wyższa wśród pracowników średniego i podstawowego szczebla samorządu, niż miało to miej­sce jeszcze kilka lat temu. Trzeba zwrócić uwagę na po­wszechność dostępu do orzecznictwa KIO, na rolę, jaką pełnią wydawnictwa fachowe poświęcone zamówie­niom publicznym czy komentarze do ustawy.

W praktyce zdarza się jednak, że specyfika zamówienia przerasta możliwości poznawcze osób przygotowujących dokumenty, wymagane do przeprowadzenia postępo­wania o zamówienie publiczne. Bardzo często zauważa­my to, kontrolując zamówienia na dostawę sprzętu me­dycznego do szpitali samorządowych. Czasami ten brak zaradności wynika ze złej organizacji pracy. Niewątpli­wie anegdotycznie wyglądała sytuacja w jednej z gmin województwa łódzkiego, kiedy inspektor kontroli zażą­dał informacji, który z wykonawców ubiegających się o zamówienie był autorem pytań związanych z wyja­śnieniem postanowień specyfikacji istotnych warun­ków zamówienia, w szczególności dotyczących opisu przedmiotu zamówienia. Ilość pytań – ponad 80 – i ich szczegółowość mogły sugerować, że dokumenty prze­targowe zostały przygotowane bez zachowania należy­tej staranności i konsekwencją ogłoszonego przetargu może być zakup urządzenia, które nie jest potrzebne za­mawiającemu. W praktyce podejrzenia inspektora były uzasadnione. Okazało się, że w komórce organizacyjnej zamawiającego na jednym stanowisku konstruowano pytania modyfikujące specyfikację, a na drugim stano­wisku udzielano na nie odpowiedzi. W ten sposób osta­tecznie laicy niemający pojęcia, jakim warunkom tech­nicznym powinien odpowiadać przedmiot zamówienia, dopięli swego.

O fachowości i znajomości Pzp można również dowie­dzieć się wiele, kierując wnioski kontrolne o wyjaśnienie różnych zagadnień podczas kontroli. Jeżeli otrzymuje­my najpierw ogólne wyjaśnienia, a potem tzw. wyjaś­nienia uzupełniające, to wiadome jest, że w tym drugim przypadku korzystano z usług firmy zewnętrznej. Na szczęście, takie przypadki należą do rzadkości.

Na ile atmosfera nieufności wokół zamówień pu­blicznych – podsycana choćby przez fakt, że media podchwytują przede wszystkim przypadki narusza­nia obowiązujących przepisów – przekłada się na funkcjonowanie samorządów w obszarze zamó­wień publicznych?

Niestety, media – w większości przypadków tzw. tabloidy – gonią za sensacją i w wielu przypadkach brak roztropności zamawiających przedstawiają jako wady systemu zamówień publicznych. Należy pamiętać, że żaden przepis, bez względu na to, jak go oceniamy, nie zwalnia stosującego od myślenia. Trudno podzielić prze­konanie, że atmosfera nieufności wobec zamówień pu­blicznych przekłada się w znaczący sposób na przestrze­ganie zasad i procedur systemu zamówień publicznych. Monitorowanie działań i decyzji organów władzy pu­blicznej jest naturalnym elementem każdego państwa realizującego standardy demokratyczne oraz standardy społeczeństwa obywatelskiego. Naruszenia prawa doty­kają wszystkich sfer działania samorządu terytorialne­go, nie jest uzasadniony wniosek, że akurat w sytuacji zamówień publicznych budzą one szczególną i wyjątko­wą nieufność. Różnica dotyka wymiaru finansowego, stąd niewątpliwe większe zainteresowanie mediów i w konsekwencji obywateli.

Zgodnie z wypowiedziami niektórych przedstawi­cieli samorządów, nieufność otoczenia wobec działań samorządowców doprowadziła do sytuacji, w której jedynym kryterium oceny składanych ofert staje się cena. Czy z Pańskich doświadczeń wynika, że jest tak w rzeczywistości? Jakie jeszcze patolo­gie systemu zamówień publicznych mógłby Pan wymienić?

Nie jest także trafna diagnoza wiążąca atmosferę nieuf­ności w stosunku do czynności samorządowych zama­wiających z podejmowanymi przez nich decyzjami w odniesieniu do postępowań o udzielenie zamówienia publicznego, jak chociażby ustalenie kryteriów oceny ofert. Optymalne ukształtowanie warunków udziału w postępowaniu i kryteriów oceny ofert jest rezultatem w pierwszej kolejności wiedzy i doświadczenia zama­wiającego, a dopiero daleko potem ewentualnie różnych form presji społecznej. Stosowanie przepisów o zamó­wieniach publicznych dało powszechnie dostępną wie­dzę, że najtańsza oferta niesie ze sobą ryzyko nierzetel­nego wykonania zamówienia publicznego czy też jego niewykonania. Wybór najtańszej oferty (cena jako jedy­ne kryterium) w coraz mniejszym stopniu tłumaczy za­mawiających, którzy mają problemy na etapie wykona­nia zamówienia z niesolidnym, nierzetelnym wykonaw­cą. Coraz częściej natomiast zadawane jest pytanie, dla­czego warunki udziału w postępowaniu i kryteria oceny oferty, określone przez zamawiającego, nie dały oczeki­wanej gwarancji wyboru wykonawcy zdolnego do pra­widłowego i terminowego wykonania zamówienia. Ustalenie ceny, jako jedynego kryterium wyboru oferty, może mieć swoje negatywne konsekwencje, nie można jednak takiej sytuacji kwalifikować jako patologii syste­mu zamówień publicznych. Mówiąc o słabościach tego systemu, w oparciu o doświadczenia RIO, podkreślić należy przede wszystkim zbyt daleko idącą niedookreśloność przepisów ustawy Prawo zamówień publicznych i aktów wykonawczych, jak również brak stabilności funkcjonujących rozwiązań (zbyt szybkie zmiany o istotnym wymiarze).

W styczniowym wywiadzie dla naszego pisma szef CBA, Paweł Wojtunik, mówił: „Do najczęściej wy­stępujących nieprawidłowości można zaliczyć zmowy oferentów, wymianę referencji i gwarancji pomiędzy oferentami, ubieganie się o zamówienie przez podmioty powiązane osobowo i de factoka­pitałowo, czy odwoływanie się od każdej decyzji zamawiającego, co przekłada się na przewlekłość postępowań przetargowych”. Czy potwierdziłby Pan tę diagnozę?

Wiele wskazanych przez szefa CBA nieprawidłowości ma swoje źródło w mało czytelnych i niejednoznacz­nych rozwiązaniach normatywnych ujętych w przepi­sach o zamówieniach publicznych czy też braku pew­nych regulacji. W tym pierwszym przypadku wskazać należy w szczególności przepisy dotyczące: wykorzysty­wania potencjału innych wykonawców (przede wszyst­kim w zakresie wiedzy i doświadczenia, czyli „wymiana referencji i gwarancji”), poprawiania omyłek w treści oferty, przesłanek stosowania niektórych trybów (zapy­tanie o cenę), uzupełnienia dokumentów załączonych do oferty, programu funkcjonalno-użytkowego, zakresu negocjacji z wykonawcą w niektórych trybach (np. dia­log konkurencyjny), niektórych przesłanek wykluczenia wykonawcy z postępowania o udzielenie zamówienia pu­blicznego (np. wykluczenie wykonawców, którzy wykony­wali bezpośrednio czynności związane z przygotowaniem prowadzonego postępowania). W drugim zakresie wy­mienić można np. brak przepisów dotyczących udziału w postępowaniu podmiotów tworzących grupy kapita­łowe (odpowiednie przepisy wprowadzono dopiero w lutym 2013 r.).

Sumując, precyzyjne, domknięte normy prawne, uwzględniające relewantne w danym obszarze stosunki społeczne, skutecznie ograniczają ryzyko wystąpienia wielu naruszeń i nieprawidłowości. Jednocześnie, nie­zbędne jest monitorowanie systemu zamówień publicz­nych przez obowiązane organy (CBA, ABW, UOKiK) – zmowy wykonawców, podziały rynku, niedozwolone powiązania kapitałowe lub osobowe nie są elementem postępowania, na który wpływ ma zamawiający, a zja­wiska te muszą być ścigane w trybie przepisów karnych.

Na szczeblu centralnym najwięcej emocji wzbudza­ły w ostatnich latach przetargi związane m.in. z bu­dową dróg, infrastruktury informatycznej – czy ostatnio ze świadczeniem usług pocztowych dla instytucji sądowych. Jakie są najbardziej newral­giczne czy budzące najwięcej kontrowersji obszary systemu zamówień publicznych w przypadku sa­morządów?

Problem ten jest z pewnością znaczący, dostrzegany tak­że w ramach kontroli realizowanych przez RIO, które nie mają przecież ustawowych instrumentów pozwala­jących na szersze wyjaśnianie tego typu stanów faktycz­nych (ograniczone uprawnienia dowodowe). Przykła­dowo, w jednej z gmin tańszy o kilka milionów wyko­nawca nie wyraził zgody na poprawienie drobnej omył­ki rachunkowej (wymiar kilku tysięcy złotych), w wyni­ku czego za najkorzystniejszą uznano właśnie ofertę o kilka milionów droższą. W innej z gmin zamówienia udzielono wykonawcy A, a realizował je faktycznie wy­konawca B, bez żadnej formalnej podstawy (w umowie nie przewidziano podwykonawców). W kolejnej jedno­stce samorządowej zaraz po zawarciu umowy wykonaw­ca przeniósł prawa i obowiązki wynikające z umowy na inny podmiot (powiązany osobowo i kapitałowo). W jeszcze innym przypadku wybrano wykonawcę na podstawie nierzetelnych referencji udzielonych przez podmioty trzecie, co do których zresztą zamawiający miał wiedzę, że nie odzwierciedlają stanu faktycznego. Sumując, istnieją słabości systemu zamówień publicz­nych wynikające ze stosowanych konstrukcji prawnych i są zjawiska patologiczne, które „żerują” na systemie zamówień publicznych, ale wyraźnie muszą być od nie­go oddzielone – nie są bowiem cechą tego systemu (tak jak banku nie można winić za to, że przechowuje pie­niądze przyciągające złodzieja).

Najbardziej wyraźnie problemy te pojawiają się w tych sferach działania samorządowych zamawiających, w których angażowane są największe środki publiczne, w tym środki europejskie. Obszary te są zróżnicowane w zależności od danego poziomu samorządu. W woje­wództwach są to zamówienia, których przedmiotem jest tabor kolejowy oraz szeroko pojęta infrastruktura informatyczna; w powiatach – zamówienia na sprzęt i materiały medyczne (wyposażenie szpitali); w gmi­nach – infrastruktura drogowa czy nawet szerzej – infrastruktura komunalna (drogi, sieci wodociągowe, kanalizacyjne, oczyszczalnie ścieków, ciepłownie).

W styczniu br. został Pan uhonorowany medalem „Za mądrość i odwagę” w związku z opinią w spra­wie publikacji reklam w wydawanym przez samo­rządy magazynie „Panorama Łaska”. Wedle niej magazyn nie powinien publikować reklam i konku­rować na tym polu z niezależnymi wydawnictwami lokalnymi. Czy zechciałby Pan bliżej przedstawić argumentację w tej sprawie? Czy logicznym na­stępstwem sprawy „Panoramy Łaska” nie powinien być analogiczny zakaz publikacji reklam przez wszystkie media publiczne?

Stanowisko, jakie w tym zakresie zaprezentowaliśmy, jest stanowiskiem Kolegium RIO w Łodzi, którego mam przyjemność być przewodniczącym. W przypadku oce­ny dotyczącej możliwości publikowania w magazynie „Panorama Łaska” reklam opiera się ona na analizie po­jęcia działalności o charakterze użyteczności publicznej. Odpłatne zamieszczanie reklam i ogłoszeń w magazynie wydawanym przez urząd gminy nie mieści się w zakre­sie działań służących zaspokajaniu zbiorowych potrzeb wspólnoty (czyli właśnie w zakresie zadań użyteczności publicznej). Z tego też powodu prowadzenie działalno­ści gospodarczej przez gminę w takiej formule nie jest prawnie dozwolone. Wniosek ten nie może być rozsze­rzony na wszystkie media publiczne, bowiem uwzględ­nia on specyficzne i wcale nie uniwersalne uwarunko­wania normatywne odnoszące się do działalności go­spodarczej gmin.

Działalność wydawnicza jest uważana za działalność gospodarczą. W tym zaś zakresie gminy i gminne osoby prawne doznają poważnych ograniczeń, gdy chodzi o działalność gospodarczą wykraczającą poza zadania o charakterze użyteczności publicznej. Zadaniami taki­mi, zgodnie z art. 9 ust. 4 ustawy o samorządzie gmin­nym, są zadania własne gminy określone w art. 7 ust. 1 tej ustawy, których celem jest bieżące i nieprzerwane za­spokajanie zbiorowych potrzeb ludności w drodze świadczenia usług powszechnie dostępnych. Nie budzi wątpliwości, że publikowanie reklam i płatnych ogło­szeń tych warunków nie spełnia. Zgodnie zatem z art. 9 ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym gminy oraz inne gminne osoby prawne mogą prowadzić działalność wy­dawniczą w tym zakresie wyłącznie w przypadkach określonych w ustawie o gospodarce komunalnej. Zgodnie z wymogami powyższej ustawy gospodarka ko­munalna może być prowadzona przez jednostkę samo­rządu terytorialnego, w szczególności w formach sa­morządowego zakładu budżetowego lub spółek prawa handlowego (art. 2), z tym że forma samorządowego zakładu budżetowego nie może być stosowana do pro­wadzenia działalności wykraczającej poza zadania o charakterze użyteczności publicznej (art. 7). Gospo­darka komunalna musi mieścić się w ramach działalno­ści komunalnej, a jej obligatoryjnym celem pozostaje wykonywanie zadań własnych gminy, w tym zaspokaja­nie zbiorowych potrzeb wspólnoty (zadań użyteczności publicznej).

Biorąc pod uwagę powyższe, należy stwierdzić, że za­mieszczanie ogłoszeń i reklam od przedsiębiorców lo­kalnych oraz zewnętrznych nie prowadzi do zaspokoje­nia zbiorowych potrzeb wspólnoty lokalnej, tym samym nie jest zadaniem użyteczności publicznej. W konse­kwencji za niedopuszczalne należy uznać zamieszczanie ogłoszeń reklamowych w wydawnictwie gminy. Nato­miast nie powinno budzić wątpliwości wydawanie przez jednostki samorządu terytorialnego lokalnej prasy w formie bezpłatnych biuletynów o charakterze nieko­mercyjnym, bez reklam obcych podmiotów.

Trwają prace nad nowelizacją ustawy Prawo zamó­wień publicznych. Jakie zmiany usprawniłyby funkcjonowanie sektora i pracę Regionalnych Izb Obra­chunkowych? Czy któryś ze znajdujących się w Sej­mie projektów nowelizacji uważa Pan za szczegól­nie interesujący i zaspokajający bieżące potrzeby?

Nie jestem, chyba jak większość prawników za częstym zmienianiem prawa. Niewątpliwie proces legislacyjny powinien być dłuższy i bardziej staranny. Jeżeli chodzi o RIO i projektowane zmiany w przepisach o zamówie­niach publicznych, to pracę izb usprawniałaby przede wszystkim nowelizacja ustawy o RIO, która w zakresie uprawnień kontrolnych pozostaje prawie w niezmie­nionym kształcie od ponad dwudziestu lat. Większa elastyczność w odniesieniu do planowania zadań kontrolnych, wzbogacenie instrumentów kontrolnych (e-kontrola), rozszerzenie kompetencji, np. o prawo żądania wyjaśnień i informacji od podmiotów spoza sektora samorządowego, w znaczący sposób wpłynęły­by na efektywność i skuteczność działania RIO, w tym również w kontroli zamówień publicznych.

W odniesieniu do projektowanych zmian z punktu widzenia RIO należy przywołać przede wszystkim uchwaloną przez Sejm zmianę art. 4 pkt 8 ustawy Pra­wo zamówień publicznych, podnoszącą wartość kwo­ty, od której uzależnione jest stosowanie przepisów ustawy do równowartości kwoty 30 tys. euro (obecnie 126 747 zł netto). Zwiększenie progu, od którego wy­stąpi obowiązek stosowania rygorów ustawy, może rozszerzyć znacząco patologie stwierdzane w wydatko­waniu środków publicznych przez jednostki samorzą­du terytorialnego. Nadal spotykane są liczne sytuacje niegospodarnego wydatkowania środków publicznych przez JST, które korzystając z braku konieczności stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych (wartość zamówienia nie przekracza 14 tys. euro), nie posiadają jakiegokolwiek uzasadnienia dla wyboru konkretnego wykonawcy, a nawet dla wydatkowania środków na dany cel. Kłopotliwa staje się tym samym ocena, czy samorząd przestrzega wówczas art. 44 ust. 3 ustawy o finansach publicznych, zgodnie z któ­rym – wydatki publiczne powinny być dokonywane w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasad: a) uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów; b) optymalnego doboru metod i środków służących osiągnięciu założonych celów. W praktyce, zwłaszcza w przypadku niewielkich jednostek samorządowych, jakiekolwiek rozeznanie cenowe, o ile w ogóle wystą­pi, ogranicza się do podmiotów działających w ramach społeczności lokalnej.

Dziękuję za rozmowę.