W poszukiwaniu sądowych przesyłek

30

Niedoręczone przesyłki, kolejki w punktach pocztowych i zdezorientowani obywatele.

Tak najprościej można określić sytuacje z przesyłkami wysyłanymi przez sądy do adresatów. Chaos to efekt utraty przez Pocztę Polską monopolu na obsługę sądów i prokuratur. Sędziowie alarmują – zdarzają się już pierwsze przypadki odwołanych rozpraw.

Wart pół miliarda kontrakt na obsługę są­dów i prokuratur obsługuje zamiast Pocz­ty Polskiej prywatna poczta PGP. Niewiel­ka firma – jej przychody z usług pocztowych w 2012 roku wyniosły ok. 27 mln zł – umowę ze skarbem państwa podpisała 18 grudnia.

Niestety, im więcej czasu upływa, tym więcej skarg i zarzutów się pojawia. Dotyczą one nie tylko punk­tów, w których listy czy paczki trzeba odbierać, ale także niedostarczania korespondencji. W okręgu lu­belskim sądy odwołały już kilkanaście rozpraw – mó­wił w rozmowie z mediami rzecznik Sądu Okręgowe­go w Lublinie sędzia Artur Ozimek.

KONIEC POCZTOWEGO MONOPOLU

Wygrana Polskiej Grupy Pocztowej w przetarguna dostawę listów z sądów zakończyła trwającą kilkadzie­siąt lat epokę monopolu Poczty Polskiej. Oferta PGP by­ła niższa od Poczty Polskiej o ponad 80 mln złotych (kontrakt jest na dwa lata i jest warty prawie 500 mln). Ponieważ PGP nie był w stanie samodzielnie obsłużyć kontraktu, do spółki dobrał sobie InPost. I tak od stycz­nia sądową korespondencję odbiera się z kiosków Ruchu, sklepów spożywczych czy warzywniaków. W la­tach 2014-2015 PGP wraz z InPostem i Ruchem ma dostarczyć 100 mln przesyłek, średnio cztery mln listów, paczek i przesyłek kurierskich miesięcznie.

Pan Jan z Warszawy czekał na ważną przesyłkę w sprawie wpisu do księgi wieczystej. Gdy w końcu znalazł w skrzynce awizo, okazało się, że już jest po terminie jego odbioru. – Nie dość, że informacja była spóźniona, to jeszcze adres miejsca, gdzie można ode­brać przesyłkę, wpisany był nieczytelnie – mówi nam pan Jan. Po kilkudziesięciu minutach poszukiwań okazało się, że „placówką pocztową” jest niewielki sklep papierniczy.

PRZESYŁKI W MIĘSNYM, U KRAWCA, W BUTIKU

Przypadek pana Jana nie jest jedyny. Klienci z całej Polski alarmują, że sytuacja z odbiorem sądowych przesyłek jest tragiczna, a prasa lokalna opisuje dzie­siątki przykładów. „Gazeta Wyborcza” przytacza hi­storię pani Marii z Lublina. Na przełomie stycznia i lu­tego razem z synem czekała na ważną decyzję z Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w sprawie spadkowej. Ja­ko że dwa tygodnie wcześniej pismo w tej sprawie do­tarło do zameldowanego pod Lublinem syna, zaczęła przesyłki szukać na własną rękę.

Najpierw poszła do sądu, gdzie dowiedziała się, że pi­smo zostało wysłane tego samego dnia do wszystkich stron i że zgodnie z nowymi zasadami doręczania awiz sądowych powinna udać się do punktu firmy

Polskiej Grupy Pocztowej SA, który znajduje się przy al. Generała Andersa 1. Pod wskazanym adresem „punktu pocztowego” nie było. Był za to sklep mono­polowy, krawcowa, butik oraz punkt oprawy obra­zów. Swoje pismo znalazła w końcu w siedzibie firmy kilkanaście przystanków od miejsca, gdzie miała ją odebrać.

Podobna sytuacja jest na północy Polski. Pani Barbara z Gdańska zrelacjonowała portalowi trójmiasto.pl, jak kilka dni temu otworzyła drzwi na klatkę schodową listonoszowi. – Powiedział: „poczta InPost”. Wpuści­łam go, ale do mnie już nie dotarł. Za to w skrzynce zostawił awizo na przesyłkę z sądu, oczywiście z adno­tacją, że adresata nie ma w domu. – Wycieczka po list do InPostu to dla mnie podróż na drugi koniec miasta – tłumaczy czytelniczka. Ale pani Barbara i tak może mówić o szczęściu, bo kwiaciarnia, w której odebrała przesyłkę z sądu, znajduje się „tylko” 5 km od jej do­mu. Inny czytelnik portalu, pan Piotr z Gdyni, skarży się, że mieszka w Chwarznie, a punkt odbioru przesy­łek ma… w Chyloni. Oznacza to mniej więcej 12-kilo- metrową wyprawę.

ZNIKAJĄCA KORESPONDENCJA

Problemy mają też adwokaci. Prawnicy z kancelarii Koprowski Gąsior Gierzyńska & Partnerzy narzekają na znikającą korespondencję z są­dów.- Zazwyczaj, dopóki obsługiwa­ła nas Poczta Polska, odbieraliśmy do 10 przesyłek dziennie, tygodniowo około 40. Tymczasem w ubiegłym ty­godniu dotarł do nas tylko jeden list z sądu – informowała pod koniec stycznia Karolina Gawlik, pracowni­ca kancelarii.

– Nie mam wątpliwości, że w takiej sytuacji łamane są prawa obywatela. Proszę zrozumieć, że takie zamiesza­nie nie tylko utrudnia ludziom życie. W skrajnej sytuacji mogę przecież wydąć wyrok zaocznie i skazać kogoś na więzienie, a taka osoba nawet nie będzie o tym wiedziała, bo nie ode­brała przesyłki – mówi w rozmowie z „Doradcą” Barbara Zawisza, sędzia Stowarzyszenia Sędziów Polskich lustitia. Jej zdaniem ludzie pracują­cy w punktach, gdzie można odebrać awizowane przesyłki, nie są przygotowani do tak odpowiedzialnej pracy – nie sprawdzają dowodów osobistych, mają in­ne obowiązki i zwyczajnie brak im czasu, a pośpiech może powodować pomyłki. W sytuacji ważnych pi­smo może to być fatalne w skutkach – dodaje. Taką właśnie sytuację opisuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

NIKT NIE SPRAWDZA DOWODÓW

– Zadzwonił do mnie zdenerwowany klient z informa­cją, że dostał akt oskarżenia wraz z terminem rozpra­wy. Zapytany, jakie przedstawiono mu zarzuty, odpo­wiedział, że nie było nawet dochodzenia – opowiada w rozmowie z DGP Francesco Goldoni, adwokat z kancelarii adwokackiej w Obornikach.

Klient mecenasa mógł odetchnąć z ulgą, bo nie spoj­rzał, że akt nie jest skierowany przeciwko niemu. Otrzymał awizo, które było adresowane do innej oso­by, i z nieuwagi podjął nie swoją korespondencję, z czym nie miał najmniejszego problemu. W sklepie „Małpka”, w którym odbierał list z sądu, nikt nie sprawdził mu dowodu osobistego, a on pokwitował odbiór nieczytelnym podpisem.

Klient mec. Goldoniego przypłacił tę pomyłkę jedynie stresem. W dużo gorszej sytuacji znalazła się osoba, do której rzeczywiście był adresowany akt oskarżenia. – Gdyby mój klient wyrzucił to pismo do kosza, to ktoś z uwagi na to, że nie stawił się na sprawę, zapew­ne trafiłby do aresztu tłumaczy.

W Szczecinie sąd właśnie pokusił się o pierwsze staty­styki dotyczące przesyłek: w styczniu wysłał ponad 40 tys. listów z potwierdzeniem odbioru (czyli z tzw. zwrotką), ale dostał zaledwie 10 tys. potwierdzeń. Wiele spraw spadła przez to z wokandy, bo sędziowie nie mieli pewności, czy strony zostały powiadomione o terminie rozprawy. W Warszawie również nie jest le­piej. Stołeczny sąd okręgowy, który w zeszłym roku otrzymywał zwrotki średnio po trzech dniach od wy­słania listu, od stycznia czeka na to samo jakieś 10 dni dłużej. – To jeszcze bardziej wydłuża postępowania – tłumaczy sędzia Zawisza.

NIEPRECYZYJNE KRYTERIA PRZETARGU

Eksperci źródeł problemu szukają w umowie zawartej przez zamawiającego z Polską Grupą Pocztową. Wło­dzimierz Dzierżanowski, ekspert z Grupy Doradczej Sienna i były wiceprezes Urzędu Zamówień Publicz­nych, jest zdania, że albo kryteria przetargu były nie- doprecyzowane, albo zapisy umowy nie są egzekwo­wane. – Być może w umowie w niewystarczający spo­sób wskazano potencjał techniczny, jakim powinien dysponować wykonawca. Wydaje się, że liczba i jakość punktów odbioru przesyłek jest niewystarczająca – mówi Włodzimierz Dzierżanowski w rozmowie z „Do­radcą”. Druga sprawa to umiejętności doręczycieli, którzy nie zawsze wiedzą, jak zachować się, gdy adre­sata nie ma pod wskazanym adresem. – Takie sprawy reguluje Kodeks cywilny – dodaje. Jeżeli jednak aspekt jakości i ilości „punktów pocztowych” został wskazany w odpowiedni sposób, zamawiający, zda­niem Dzierżanowskiego, powinien bezwzględnie domagać się wywiązania się przez wykonawcę z umowy.

Na swojej stronie internetowej Polska Grupa Poczto­wa chwali się własnymi statystykami. Jak wynika z dostępnych tam danych, skuteczność doręczeń bez­pośrednio, osobiście doręczonych adresatowi (bez awizacji, do 31.01) wynosi 75 proc. Do 31 stycznia do PGP złożono 404 reklamacje. Na początku lutego kontrolę Polskiej Grupy Pocztowej rozpoczął Urząd Komunikacji Elektronicznej. Urzędnicy sprawdzają m.in., czy spółka przestrzegała tajemnicy pocztowej.