Zamówieniowa teoria względności

19

Nikt nie wątpi, że wybranie przez zamawiającego najkorzystniejszej oferty spośród ofert złożonych jest najważniejszą czynnością każdego postępowania. Celowi temu podporządkowane są przecież wszystkie przepisy Prawa zamówień publicznych. Do pozyskania najkorzystniejszej oferty zamawiający prowadzony jest ścieżką wyraźnie wytyczoną (wymuszoną?) przepisami, z której nie bardzo może zboczyć. Chronią go przed tym (pilnują?) rozliczne instytucje zajmujące się kontrolą wydatkowania środków publicznych, organy ścigania, i wreszcie sądy. Wszystko to oczywiście dla jego dobra, bo przecież dobru zamawiającego właśnie służy wybór oferty najkorzystniejszej, zadekretowany przepisami ustawy. Tu jednak pojawia się pytanie – czy przepisy obecnego oraz nowego Prawa zamówień publicznych gwarantują, że ich ścisłe przestrzeganie zapewni wybór oferty najkorzystniejszej? Ale nie „najkorzystniejszej” w sensie ogólnym, statystycznym, ocenianym według uśrednionych wskaźników czy standardów. Najkorzystniejszej w konkretnej sytuacji, przy konkretnym zakupie, wybieranej według priorytetów konkretnego zamawiającego, maksymalnie zaspokajającej jego aktualne potrzeby oraz oczekiwania. A ponadto – czy tak rozumianemu wyborowi oferty najkorzystniejszej służy praktyka zamawiających?

Czyżby zamówieniowa
„najkorzystniejsza oferta”
należała do kategorii pojęć
względnych?

Rozpatrzmy tę kwestię na dwóch płaszczyznach: formalnej i praktycznej. Ustawowa definicja oferty najkorzystniejszej jest powszechnie znana i wynika z niej jednoznacznie, iż chodzi o ofertę najkorzystniejszą dla zamawiającego. Tu pojawiają się jednak inne, nie związane z treścią definicji względy formalne. Zamawiający, planując zakupy i tworząc dokumenty przetargowe zobowiązany jest uwzględniać szereg ważnych, wskazanych w ustawie przesłanek, takich jak polityka zakupowa państwa (jest w nowym Pzp), aspekty „zielone”, „zrównoważone”, „społeczne” etc., a ponadto niewskazane wprawdzie w ustawie, ale ważne uwarunkowania lokalne, związane na przykład z miejscowym rynkiem pracy.

Z praktycznego punktu widzenia natomiast, który jest co najmniej tak istotny, jak formalny, musi brać pod uwagę stanowisko organów kontrolnych, oczekiwania i preferencje instytucji nadrzędnych oraz decydujących o rozliczaniu przyznanych środków europejskich, a także politykę władz lokalnych. Na to wszystko nakłada się mocno utrwalona i powszechna skłonność do wybierania oferty najtańszej (tak przecież wybierana jest zdecydowana większość ofert).

 

Czy w tej sytuacji można powiedzieć, iż na polskim rynku zamówień publicznych rzeczywiście wybierane są oferty najkorzystniejsze dla zamawiających? Czy aby nie jest tak, iż wybór ten stanowi wypadkową rozmaitych czynników, formalnych i praktycznych, w tym niekoniecznie najważniejszych przy konkretnym zakupie dla konkretnego zamawiającego, które, jak najbardziej dozwolone i poprawnie wpisane w dokumenty przetargowe (warunki, kryteria, klauzule umowne), chcąc nie chcąc przekierowują „korzyść” zamawiającego w nie zawsze pożądanym przez niego kierunku. W takiej sytuacji trudno powiedzieć, że oferta, choć wybrana zgodnie z przepisami i nie kwestionowana przez organy nadzorujące i kontrolne (których zdanie ma często wagę daleko większą niż przepisy), jest rzeczywiście najkorzystniejsza dla zamawiającego, choć oczywiście tak jest nazywana.

 

Czyżby więc zamówieniowa „najkorzystniejsza oferta” należała do kategorii pojęć względnych? Obawiam się, że w praktyce tak właśnie jest, ponieważ punkt widzenia „w tym temacie” często zależy od „miejsca siedzenia”, na przykład pracowników instytucji kontrolnych lub nadzorujących. Przekonało się o tym boleśnie wielu zamawiających, na których nałożone zostały sławetne „korekty”. Znam też liczne przypadki, gdy wybór oferty nie najtańszej, ale autentycznie najkorzystniejszej dla zamawiającego, naraził go na rozliczne kłopoty.

 

Jaka na to wszystko rada nie wiem, rozważyłbym natomiast powrót do początków, kiedy wybór najkorzystniejszej oferty był o wiele prostszy, bez obciążeń wynikających z rozmaitych „polityk”, „strategii”, „opinii” i „wytycznych”, a także bez rozbudowanych ponad miarę, biurokratycznych procedur, obwarowań, wymogów i kontroli. Kiedy pojęcie „najkorzystniejsza oferta” nie należało do kategorii pojęć względnych, a wybierana oferta była po prostu najkorzystniejsza. Dla zamawiającego.

 

Tomasz Czajkowski

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.