Hierarchia ważności i zdrowy rozsądek

25

Na nic się zdała wieloletnia życzliwość DORADCY dla Urzędu Zamówień Publicznych, na nic setki publikowanych artykułów, wspieranie inicjatyw, wyjaśnianie, tłumaczenie, informowanie etc. Na nic się zdało publikowanie przez kilkadziesiąt lat najistotniejszych fragmentów sprawozdań o funkcjonowaniu systemu zamówień publicznych. W końcu zostaliśmy przyłapani! Trafiony, zatopiony! Sprawę załatwiło jedno krótkie pismo (przysłane listem poleconym, za zwrotnym potwierdzeniem odbioru, a jakże), które publikujemy obok w całości i w oryginale.

Stało się tak za sprawą mego felietonu „Sprawozdanie udzielane w częściach”, opublikowanego we wrześniowym numerze miesięcznika, a dokładnie, jak się domyślam, jego następującego fragmentu:

„Trudno w tym miejscu nie zapytać cóż się takiego wydarzyło, że do września (!) Komisja Europejska z całą machiną urzędniczą jaką dysponuje, nie zdołała opracować i udostępnić danych, które w latach poprzednich były dostępne znacznie wcześniej. Dlaczego odpowiedniki naszego UZP z innych krajów unijnych, a także nasz Urząd nie domagały się tego w czasie, kiedy powinny być one udostępniane?”

Każdy, kto ze zrozumieniem przeczyta ten fragment, a także cały wrześniowy felieton z łatwością zauważy, iż nie zamieściłem w nim żadnej nieprawdziwej informacji, natomiast zadałem pytania dotyczące Komisji Europejskiej, urzędów ds. zamówień publicznych krajów unijnych, a także naszego Urzędu. Pytania takie postawiłem, ponieważ nic na ten temat nie znalazłem ani w Sprawozdaniu, ani w Posłaniu Prezesa UZP, publikowanym na początku numeru wrześniowego. Założyłem, jak się okazuje niesłusznie, że gdyby Urząd, podobnie jak jego odpowiedniki w krajach UE, coś w tej sprawie robił, to by o tym w Sprawozdaniu było. Ale niech tam. Nie będę się tłumaczył, mataczył, wyjaśniał i co tam jeszcze. Jak mawiają amerykanie – no problem. Całe pismo, nie tylko treść żądanego sprostowania publikujemy obok (sądzę, że warto się z nim zapoznać, a każdy, kto je przeczyta będzie wiedział, dlaczego tak uważam), a ja z własnej nieprzymuszonej woli przyznaję, iż w moim wrześniowym felietonie nie napisałem, iż „Urząd wielokrotnie zwracał się do przedstawicieli Komisji Europejskiej o przekazanie danych dot. zamówień ogłaszanych w TED na każdym etapie tworzenia Sprawozdania”. Piszę to teraz i mam nadzieję, że wszyscy, którzy poczuli się dotknięci brakiem takiego stwierdzenia, będą tym, podobnie jak publikacją pisma zawierającego sprostowanie usatysfakcjonowani. Równocześnie wyrażam czynny żal związany z całą sprawą i w pełnym zaufaniu do autora publikowanego obok pisma nie pytam (z powołaniem się na przepisy dotyczące dostępu do informacji publicznej oczywiście) o treść korespondencji, jaka się w tej sprawie toczyła pomiędzy Urzędem a przedstawicielami KE, nie zwrócę się też z podobnym pytaniem do samej Komisji.

Powód tego, oczywiście poza zaufaniem, o którym wspomniałem wcześniej jest, przynajmniej dla mnie, oczywisty – to wszystko nie ma najmniejszego znaczenia i w hierarchii ważności spraw dotyczących Sprawozdania za rok ubiegły nie łapie się nawet na ostatnie miejsce listy. Mówiąc inaczej szkoda na to wszystko czasu, bowiem problem, którego dotyczył mój wrześniowy felieton pozostaje – niestety – aktualny, a nawet można powiedzieć, że staje się aktualny coraz bardziej. Już nie „u progu czwartego kwartału”, jak napisałem we wrześniu, a na dwa miesiące przed zakończeniem roku 2020 „nie mamy pełnego obrazu systemu, a przede wszystkim rynku zamówień publicznych w roku ubiegłym”. I to jest, nie tylko moim zdaniem, prawdziwy problem. Jego wagi ani znaczenia nie zmniejszą, a tym bardziej nie zniwelują żądania „sprostowań”, podobnie zresztą jak odpowiedzi na postawione przeze mnie pytania.

Z faktami ponoć się nie dyskutuje, a fakty, powtarzam, są następujące: kompletnego sprawozdania o funkcjonowaniu systemu zamówień publicznych w roku ubiegłym jak nie było, tak nie ma i na ten moment nie wiadomo, kiedy będzie. Być może nie wiadomo tylko mnie, być może coś przegapiłem, być może ktoś taką wiedzę posiada, a tylko ja do jej źródła nie dotarłem. Jeśli tak, z góry wszystkich i każdego z osobna przepraszam. A mówiąc szczerze, kiedy czytałem pismo dotyczące sprostowania liczyłem, że gdzieś tam na końcu, choćby małymi literkami, będzie cokolwiek na ten temat. Szkoda, że się przeliczyłem, bowiem niezmiennie uważam, iż to właśnie jest problem numer jeden. Dlaczego tak sądzę, wyjaśniłem we wrześniowym felietonie i jakoś nikt tego nie oprotestował, podobnie jak powtarzanego przeze mnie od lat twierdzenie, iż „Sprawozdanie” jest najważniejszym dokumentem roku, dotyczącym zamówień publicznych.

Pozostaje zatem z pełnym zaufaniem wierzyć, że jak tylko Urząd będzie w posiadaniu brakujących danych „Sprawozdanie zostanie uzupełnione”. Wolałbym oczywiście przy tym wiedzieć (podejrzewam, że nie tylko ja), kiedy to nastąpi, ale nie można przecież mieć wszystkiego. Ze swojej strony zapewniam, iż cierpliwie i ze zrozumieniem trudnej sytuacji (podobnie zresztą jak wielu ekspertów i uczestników systemu zamówień publicznych) oczekiwali będziemy na Sprawozdanie kompletne i jak tylko takowe się pojawi, niezwłocznie, jak każdego roku, opublikujemy najważniejsze, zawarte w nim dane oraz informacje.

Na koniec o zapowiadanym w tytule zdrowym rozsądku. Otóż mnie podpowiada on zawsze, aby nie szukać przeciwników oraz osób niechętnych wśród wypróbowanych i wielokrotnie sprawdzonych przyjaciół. Nawet, a może przede wszystkim wówczas, gdy powiedzą coś, co w danej chwili nie bardzo odpowiada temu, co chciałbym usłyszeć. Szczerze mówiąc, kiedy byłem trochę młodszy, zdarzało mi się czasami nie posłuchać tej podpowiedzi, przy czym zawsze wówczas przekonywałem się, jak bardzo jest ona słuszna. Może właśnie dlatego, kiedy spotykam się z taką sytuacją, traktuję ją z dużym zrozumieniem, chociaż oczywiście takiego postępowania nie pochwalam. Z ostrożności procesowej zapewniam przy tym, iż to, co napisałem wyżej stanowi moją osobistą refleksję natury ogólnej i nie dotyczy ani konkretnych osób, ani konkretnych sytuacji, a wszystkie ewentualne skojarzenia, analogie czy odniesienia są całkowicie nieuprawnione.

I jeszcze jedno – w tej całej sprawie wystarczyłby jeden zwykły telefon albo mail. Nawet niekoniecznie do mnie.

 

Tomasz Czajkowski

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.