Kukułcze jajo

33

Ostatnim rzutem na taśmę ustępujący rząd, podczas posiedzenia w dniu 27 października, przyjął projekt nowej ustawy Prawo zamówień publicznych. Ponieważ działo się wówczas sporo rzeczy dużo ważniejszych, przeszło to bez większego echa, także w samych środowiskach zamówieniowych. A szkoda, bowiem była to decyzja ważna, od dawna postulowana i oczekiwana. Tyle tylko, że nie tak miała wyglądać. Projekt, który uzyskał rangę „rządowego”, delikatnie mówiąc, dobry nie jest. Przyjęcie go przez kończącą kadencję Radę Ministrów bardziej komplikuje, niż rozwiązuje problem zmian w Prawie zamówień publicznych, budząc przy okazji wiele wątpliwości. Powstaje oczywiste skądinąd pytanie – dlaczego, po nieomal całkowitym braku zainteresowania problematyką zamówień publicznych oraz wartym 140 mld. zł. zamówieniowym rynkiem, nagle takie przyspieszenie? Tym bardziej dziwne, że wcześniej nikomu nie przeszkadzało ponad roczne opóźnienie w podjęciu prac nad przygotowaniem projektu ustawy, tryb pracy nad nim oraz setki uwag, jakie do niego zgłoszono. Nie przeszkadzało to, że źle oceniały go organizacje przedsiębiorców i pracodawców, izby gospodarcze, największe centrale związkowe, a także eksperci. Nie przeszkadzał też, co najdziwaczniejsze, blisko dwuletni wakat na stanowisku prezesa UZP. Sądzę, że nie bacząc na to wszystko ustępujący rząd chciał, aby pod groźbą niedotrzymania terminu implementacji nowych przepisów europejskich, rękami rządu nowego załatwiony został problem, który sam ewidentnie zaniedbał.

 

Sytuacja, która w ten sposób powstała stawia nową ekipę rządową wobec trudnego wyboru – albo projekt przejmie i po ewentualnych poprawkach skieruje do Sejmu, albo „z marszu” rozpocznie prace nad własnym projektem nowego Prawa zamówień publicznych. Obydwie opcje, choć z pozoru warte rozważenia, należałoby jednak wykluczyć.   

 

Proste przejęcie projektu pozostawionego w spadku przez poprzedni rząd, a następnie skierowanie go do Sejmu byłoby rozwiązaniem zdecydowanie niedobrym. Nie sądzę zresztą, aby  wchodziło w rachubę. Równie niedobre byłoby potraktowanie go jako podstawy do dalszych prac na szczeblu rządowym, a tym bardziej w parlamencie. Operacja taka, pomimo pozornej atrakcyjności związanej z oszczędnością czasu, byłaby skazana na niepowodzenie, ponieważ projekt jest na tyle nieudany, że poprawić się go nie da. Co najwyżej można go jeszcze bardziej popsuć. Opcja druga, zakładająca szybkie podjęcie prac nad nowym projektem Prawa zamówień publicznych jest ogromnie ryzykowna, przede wszystkim w kontekście obowiązującego terminu implementacji dyrektyw. Gdyby jednak taka decyzja zapadła niewątpliwie pojawiłby się zarzut, iż było to niepotrzebne, bo przecież projekt jest, a niedotrzymanie terminu implementacji grozi poważnymi konsekwencjami. W tej sytuacji jedynym rozsądnym i możliwym do realizacji rozwiązaniem wydaje się przygotowanie nowelizacji ustawy obowiązującej obecnie, która w niezbędnym zakresie wdrażałaby nowe przepisy europejskie. Równolegle jednak należałoby rozpocząć prace nad projektem nowego Prawa zamówień publicznych, które, bez presji czasu wynikającej z terminu implementacji dyrektyw, mogłyby przebiegać w spokoju i przy otwartej kurtynie. Ważnym elementem tych prac powinna być ocena funkcjonowania systemu zamówień publicznych w minionym dwudziestoleciu, przeprowadzona zarówno w aspekcie formalno – prawnym, jak i praktyk występujących na zamówieniowym rynku. Wcześniej jednak należałoby odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytania o charakterze ustrojowym, dotyczące tego, jak polski system zamówień publicznych powinien być skonstruowany. Na przykład: na ile obecnie można go zliberalizować, jak po nowemu określić relacje zamawiający – wykonawcy, jak kontrolować postępowania, jak monitorować rynek, jakie powinny być środki ochrony prawnej. Tego wszystkiego zabrakło w pracach nad projektem, który w październiku przyjął poprzedni rząd i głównie dlatego nie mógł on być dobry.

 

Co będzie dalej, zobaczymy. Miejmy jednak nadzieję, że po latach narastającego bałaganu, w systemie zamówień publicznych zapanuje wreszcie porządek, że Urząd będzie miał prezesa, a zamawiający i wykonawcy nową, dobrą ustawę.