NA MARGINESIE – Czerwiec 2012

32

To wszystko nie tak miało być. Kiedy na początku 2006 r. przedstawiałem premierowi Kazimierzowi Marcinkiewiczowi koncepcję powołania Krajowej Izby Odwoławczej oraz uwzględniającego jej istnienie systemu środków ochrony prawnej, zarówno instytucja protestu, zasada kolegialnego rozpatrywania odwołań, jak i sądowego nadzoru nad orzecznictwem Izby zajmowały w niej poczesne miejsce. Premierowi pomysł bardzo się spodobał i z miejsca wyraził zgodę na rozpoczęcie prac związanych z jego realizacją. Udało się przeprowadzić je stosunkowo szybko, bowiem w kwietniu 2007 r. KIO rozpoczęła swój formalny żywot.  Cóż jest dzisiaj? Protestu nie ma, Izba na ogół orzeka w składzie jednoosobowym, a i nadzór sądowy, „dzięki” astronomicznej wysokości opłaty od skargi wnoszonej do sądu okręgowego, stał się mocno problematyczny. Jak wygląda orzecznictwo Izby, każdy widzi, niektórzy nawet doświadczają tego na własnej skórze.

Obawiam się, iż niezadowolenie z obecnego stanu środków ochrony prawnej jest większe i powszechniejsze, niż było w najbardziej krytykowanym okresie działania Zespołów Arbitrów. Od czasu do czasu słyszę też, iż zlikwidowanie ich i powołanie w to miejsce Krajowej Izby Odwoławczej stanowiło błąd, za który ponoć jestem odpowiedzialny. W najmniejszym stopniu poglądu tego nie podzielam. Istnienie profesjonalnego, niezawisłego organu, rozstrzygającego spory przetargowe, uważałem i uważam za warunek konieczny normalnego funkcjonowania systemu i rynku zamówień publicznych. Tyle tylko, iż stanowić on powinien istotny, być może najistotniejszy, ale jednak fragment większej całości, wpisany w oczywisty, wydaje się, schemat: protest – odwołanie – skarga. To właśnie te instytucje prawne, stanowiące jednakże pewną całość, ich wzajemna kompatybilność, zachodzące pomiędzy nimi relacje, stanowią (stanowiły?) coś, co nazywamy (nazywaliśmy?) systemem środków ochrony prawnej. Pytania w nawiasach są, moim zdaniem, uzasadnione, bowiem to, z czym mamy obecnie do czynienia, w odróżnieniu od tego, co jeszcze do niedawna było, trudno jest nazwać „systemem”. Jest odwołanie, mocno okrojone zresztą, i skarga, której założono skuteczną blokadę, a w środku tego wszystkiego KIO, na którą spadają wszelkie konsekwencje tego stanu rzeczy. Nie ma możliwości, aby taki „system” działał dobrze, aby skutecznie chronił interesy wykonawców, ubiegających się o zamówienia publiczne. Trudno też nie podzielić wątpliwości niektórych ekspertów, dotyczących jego poprawności konstytucyjnej.

Pomimo uważnego wsłuchiwania się we wszystko, co dzieje się w systemie zamówień publicznych, nie usłyszałem przekonującego wyjaśnienia, z jakich powodów ten logicznie skonstruowany i praktycznie sprawdzony „systemowy” model został zniszczony. Żadną miarą nie przekonały mnie argumenty o „potrzebie przyspieszenia procedury”, „poprawie skuteczności i dostępności środków odwoławczych” oraz inne, tego typu mądrości. Co zatem naprawdę przesądziło o likwidacji „fundamentu” systemu środków ochrony prawnej, jaki niewątpliwie stanowiła instytucja protestu? Dlaczego mały i średni przedsiębiorca nawet pomarzyć nie może o złożeniu skargi, a niekiedy także odwołania? Dlaczego stworzono sytuację w której KIO, zamiast umacniać swoją pozycję i autorytet, podlega coraz większej krytyce, płacąc w płaszczyźnie merytorycznej oraz wizerunkowej za cudze grzechy? I wreszcie kwestia fundamentalna – jak się to wszystko ma do podstawowych zasad, na których opiera się polski system zamówień publicznych? Ponieważ trudno jest znaleźć sensowną odpowiedź na te pytania można by odnieść wrażenie, iż zmiany wprowadzano zgodnie z porzekadłem: „jeśli nie może być lepiej, niech chociaż będzie inaczej”. Jednakże to „inaczej” staje się coraz bardziej kosztowne, także w sensie dosłownym.

Na tym, co zrobiono ze środkami ochrony prawnej nie zyskał nikt, stracili wszyscy uczestnicy systemu zamówień publicznych. Prawdziwość tej tezy zweryfikował czas, jaki upłynął od wprowadzenia zmian w tym zakresie. Jak by nie patrzeć, trudno dostrzec jakiekolwiek korzyści z tytułu likwidacji protestu. Powiedziałbym raczej, że wręcz przeciwnie. Podobnie, a nawet jeszcze gorzej jest w przypadku blokadowego wpisu od skargi na wyrok KIO. Skutki zmian dotyczących samej Izby widać gołym okiem. Swego czasu protestowali przeciwko nim jej członkowie, i choć udało się jakoś to spacyfikować, fakt pozostaje faktem.

Co zatem z tym wszystkim zrobić? Odpowiedź jest jasna jak słońce i powszechnie znana. Na początek – przywrócić protest, zlikwidować blokadę skargi, odstąpić od jednoosobowego rozstrzygania odwołań. Szybko, albo jeszcze szybciej. Jest to możliwe, bo projekt nowelizacji trafił już do Sejmu. I tyle.