NA MARGINESIE – STYCZEŃ 2014

20

Według encyklopedii „patologia” to nauka, badająca zmiany chorobowe w ustroju, zachodzące pod wpływem czynnika cho­robotwórczego, i choć jest to definicja bardzo ade­kwatna do zjawiska jako takiego, nas interesu­ją oczywiście „zmiany chorobowe” zachodzące w ustroju społecznym, czyli patologia społeczna. Ta z kolei definiowana jest jako zachowania działające destruktywnie na społeczeństwo, niezgodne z warto­ściami i normami, powszechnie uznawanymi i przy­jętymi w społeczeństwie lub grupie społecznej. Kata­log zachowań tego rodzaju jest całkiem niemały, a ponieważ człowiek jest istotą twórczą także w tym zakresie, nieustannie dopisuje w nim nowe pozycje. Jak by jednak na to wszystko nie patrzeć, jest to ka­talog „stanów chorobowych”. Oczywiście powstaje pytanie, jaki jest punkt odniesienia, według którego określane są „wartości” i „normy”, od których od­stępstwo oznacza „stan chorobowy”, ale sądzę, że to problem bardziej akademicki, niż praktyczny. Staty­styczny Polak nie ma większego kłopotu z określe­niem, jakie zjawiska i zachowania mają charakter patologiczny, a które mieszczą się w granicach „nor­my”, bowiem rozstrzygające znaczenie ma tu zwykła uczciwość i podstawowe zasady etyczno-moralne.

Jak się to ma do zamówień publicznych? Można po­wiedzieć że „ma się”, i to bardzo. Oczywiście dużą przesadą byłoby twierdzenie, że polski system zamó­wień publicznych jest ciężko chory, ale że zdrowy nie jest, widać gołym okiem. Jakoś tak się od zawsze przyjęło, że problem zamówieniowych patologii sprowadzany jest wyłącznie do przestępstwa korup­cji oraz zjawisk jej towarzyszących. Ma to bez wąt­pienia swoje uzasadnienie, bowiem gdyby powsta­wały jakiekolwiek listy rankingowe „stanów choro­bowych”, nie tylko systemu zamówień publicznych zresztą, ta choroba zajmowałaby zdecydowanie pierwsze miejsce. Nie ma też sporu, że od dawna jest odpowiednio opisana i zdiagnozowana.

Jednakże na korupcji lista patologii, dręczących sys­tem zamówień publicznych się nie kończy. Jeśli, jak chcą niektórzy, zaliczyć do nich wszelkie świadomie i systematycznie powtarzane „złe praktyki”, rozma­ite gry i gierki przetargowe, manipulacje ludźmi i dokumentami, mniej czy bardziej udane próby od­działywania na decyzje niezależnych organów, lista wydłuży się nam ogromnie. W zdecydowanej więk­szości, w odróżnieniu od korupcji, nie są to działania naruszające jakiś przepis Kodeksu karnego. Często bywają też zgodne z Prawem zamówień publicz­nych, przepisami samorządowymi czy dotyczącymi finansów publicznych. Zdarza się, iż zyskują aprobatę zwierzchników, organów kontrolnych, a nawet są na­gradzane. Przykład? Proszę bardzo – bezkrytyczne sto­sowanie ceny jako jedynego kryterium oceny ofert. Na mojej liście zamówieniowych patologii praktyka ta lokuje się zaraz po korupcji. Z kolejną pozycją mam już jednak pewien problem. Sięgając do własnych obser­wacji oraz rozmaitych „źródeł” internetowych i druko­wanych wymieniłbym tu: ograniczanie konkurencji, stosowanie niewłaściwych trybów postępowania, ma­nipulowanie opisem przedmiotu zamówienia, plano­wanie zamówień „pod wykonawcę”, porozumiewanie się wykonawców („zmowy”), „grę” terminami, handel referencjami, dzielenie i łączenie zamówień, składanie oferty przez „zająca”. Sporo tego, a to przecież dalece nie wszystko, co należałoby tu wymienić. Są to jed­nak bez wątpienia działania „niezgodne z wartościami i normami”, uznawanymi za szczególnie ważne dla właściwego funkcjonowania rynku zamówień publicz­nych, a zatem noszące wszelkie znamiona patologii. Bez wątpienia też tak powinny być kwalifikowane.
Jak dotychczas nikt nie próbował ustalić, jaki jest za­kres tego rodzaju praktyk, jakie szkody przynoszą pol­skiemu systemowi zamówień publicznych, jakie straty – liczone w złotówkach – ponosi z tego tytułu budżet państwa. Mogą się one okazać znacznie większe niż te, które powodują ujawnione przypadki korupcji. Dlatego też pilnie powinien powstać raport o patologiach występujących na rynku zamówień publicznych, który nie ograniczałby się wyłącznie do korupcji. Sądzę, że powinno to być pierwsze zadanie, jakie podejmie nowy prezes UZP.