Rok kończący dwudziestolecie

24

Podobnie jak w latach poprzednich, pod koniec czerwca, prezes UZP przedłożył Radzie Ministrów sprawozdanie o funkcjonowaniu systemu zamówień publicznych w roku 2014, a Rada Ministrów sprawozdanie to przyjęła. W odróżnieniu od roku poprzedniego informacja zamieszczona na portalu Urzędu nie mówi, w jakim trybie rząd sprawozdanie przyjął – czy stanowiło ono przedmiot obrad, czy przyjęte zostało „obiegiem”. Obstawiałbym raczej wariant drugi, bowiem z informacji UZP wynika, że sprawozdanie zostało przyjęte w czwartek, a rząd, jak wiadomo, obraduje we wtorki. Jeśli tak, to Rada Ministrów po raz kolejny nie uznała za stosowne poważnie pochylić się nad problemami zamówieniowego rynku, wartego ponad sto trzydzieści miliardów złotych. Po raz kolejny stało się więc źle, a nawet jeszcze gorzej, bowiem rok objęty sprawozdaniem kończy dwudziestolecie istnienia polskiego systemu zamówień publicznych. Była więc naturalna okazja, aby odnieść się nie tylko do tego roku, ale, a może nawet przede wszystkim, do dwóch dekad istnienia w Polsce tego systemu. Dokonać podsumowania, ocenić skuteczność istniejących rozwiązań systemowych i wskazać kierunki ich modernizacji w kolejnej, trzeciej dekadzie. Tym bardziej, że jak na tę chwilę, nie ma dojrzałego projektu nowego Prawa zamówień publicznych. Jeśli kogoś jeszcze to nie przekonuje niech sobie policzy, ile pieniędzy przez minionych dwadzieścia lat trafiło na rynek zamówień publicznych. Ja policzyłem, opierając się na danych zawartych w sprawozdaniach rocznych właśnie i wyszło mi blisko 1,5 biliona złotych. To przecież robi wrażenie i trudno chyba o bardziej przekonujący argument, aby z najwyższą uwagą przyglądać się temu rynkowi. Niestety, wydaje się, że nie dla wszystkich.

 

O tym, że rok 2014 stanowi szczególną cezurę w historii systemu zamówień publicznych milczy sprawozdanie Prezesa UZP. Wygląda na to, że nikt o tym nie pomyślał bądź nie zechciał zadać sobie trudu porównania podstawowych wskaźników, charakteryzujących zamówieniowy rynek w latach 1995 – 1996 z tymi, które znalazły się w sprawozdaniu za rok miniony. A przecież aż się prosiło, aby takie porównanie, nie mówiąc o analizie jego wyników, przeprowadzić, a następnie spróbować odpowiedzieć na pytanie, gdzie tak naprawdę, po tych dwudziestu latach, jesteśmy. Na przykład – wedle sprawozdania za rok 1996 wartość rynku zamówień publicznych wynosiła 12 mld. złotych, natomiast w roku minionym – 133,2 mld. złotych, a więc ponad jedenaście razy więcej. W roku 1995 zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami przeprowadzono ponad sześć tysięcy przetargów, w roku 1996 ponad dwadzieścia tysięcy, natomiast w roku 2013 ponad dwieście dziesięć tysięcy, a w roku minionym blisko sto siedemdziesiąt pięć tysięcy. To są najprostsze i najbardziej wymowne porównania, znacznie ciekawiej byłoby z pewnością przy analizie porównawczej np. konkurencyjności postępowań, stosowanych kryteriów wyboru oferty czy korzystania ze środków ochrony prawnej. Nie zrobiono tego jednak i ten grzech zaniechania będzie zapewne kosztowny, bowiem bez rzetelnej analizy i oceny przeszłości, nie da się przygotować dobrego projektu nowego Prawa zamówień publicznych. Jeśli dzisiejsze kierownictwo Urzędu tego nie rozumie należy mieć nadzieję, że nowe nie będzie w tej sprawie miało wątpliwości.

 

Co do samego sprawozdania natomiast – jest kiepskie, podobnie jak te, które prezentowano w ostatnich latach. Kiepskie dlatego, że podobnie jak poprzednio nie podjęto nawet próby analizy zamieszczonych w nim danych statystycznych oraz wskaźników. Pewnie dlatego szczególnie żenująca jest część końcowa – „Wnioski i rekomendacje”, nawet przy dużej dozie dobrej woli nie adekwatna do tytułu. Uzasadniać tego nie będę, bowiem po jej przeczytaniu teza ta broni się sama. W tym kontekście nie mogę sobie odmówić refleksji jeszcze jednej – nie wierzę, aby ktokolwiek z członków Rady Ministrów bądź odpowiedzialnych urzędników sprawozdanie przeczytał i poważnie się nad nim pochylił, podobnie zresztą jak w roku ubiegłym, a może i latach poprzednich. Jeśli mam rację, byłby to najbardziej dramatyczny wniosek, który – być może –  należałoby do sprawozdania dopisać.