Wstęp do szkodometrii praktycznej

33

(…) Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że właśnie w zamówieniach publicznych, jak w soczewce, skupia­ją się problemy makro i mikroekonomiczne, których znaczenie dla państwa i jego obywateli osiąga wymiar szczególny.

W zakresie szacowania szkód

zgromadziliśmy w ciągu minionych kilkunastu lat, ja­ko państwo, szereg dotkliwych doświadczeń. Dotyczą one w największej mierze, choć nie tylko, skutków po­wodzi i klęsk żywiołowych, blisko związanych ze zmianami klimatycznymi. Nie zauważyłem, żeby ktoś, gdzieś tam, podjął próbę oszacowania skutków „powo­dzi” chybionych w całości lub części aktów prawnych. Ich interpretacji takoż. Ta powódź, w odróżnieniu od „normalnej”, nie ma bliższych powiązań z żadną z pór roku, chociaż letnią porą legislacyjna aktywność nieco słabnie, a znaczna część interpretatorów zażywa za­służonego wypoczynku, stąd więc natężenie szkód nieznacznie się zmniejsza. Żal, że na krótko.

Komentując problem, próbuję fragmentami uciekać się do żartobliwej tonacji dla złagodzenia, choćby trochę, autentycznego przerażenia podrzucaną przez wy­obraźnię skalą zjawiska, rozmiarami możliwych, wię­cej, wysoce prawdopodobnych szkód. Tak naprawdę, wcale mi nie do śmiechu.

W wielu aspektach rzecz rozpatrując, widać gołym okiem, że mamy do czynienia z problemem o gigan­tycznej wadze. Że sprowadzanie go wyłącznie do mie­rzenia w złotówkach wątpliwych profitów w imię rozumianej prostacko „oszczędności i efektywności…” dotkliwie godzi w gospodarkę, skąd już niedaleko do mierzalnych trudniej szkód o społecznym charakterze. Nie mówiąc o spadku zaufania do państwa.

Wspomniane nieco wcześniej przerażenie dotyczy ob­szernej gamy zdarzeń o prawnym i ekonomicznym charakterze, które już miały miejsce, i tych, do których dojść może, jeśli możliwie rychło i stanowczo nie po­dejmie się działań zapobiegawczych. Mowa więc o szkodach już zaistniałych i tych, które mogą nas do­sięgnąć wkrótce.

Spróbujmy się zmierzyć ze sprawą instrumentarium. To pilne ponad wszelką wątpliwość. Konstrukcja szkodo- metru normalnego (N) wydaje się sprawą prostą, bo­wiem będzie to narzędzie przypominające bilansowe zabawki znane wszystkim księgowym i jedyny kłopot polega na tym, że trzeba je będzie wzbogacić o możliwość mierzenia nieuchronnych szkód przyszłych. Trudne, lecz możliwe. Skalowanie lub, jeśli ktoś woli, kalibracja nie stanowi problemu, zaś jednostką uczynimy euro.

Zadaniem daleko trudniejszym będzie zapewne budo­wa szkodometru S, który posłuży do mierzenia szkód społecznych. Pewne konstruktorskie doświadczenie podsuwa mi pomysł, żeby spróbować policzyć poszko­dowanych, zaś z jednostką rzecz już jest prosta. To będzie PJL, czyli poszkodowana jednostka ludzka. Go­dzien uwagi wydaje się wariant tego narzędzia stoso­wany dla firm, których dotknęły szkody, z możliwym podziałem na małe, średnie i duże. Do instrumentów pomiarowych jeszcze powrócę. (…)