Dobry duch DORADCY

8

Pani Grażyna, a właściwie Krystyna, bo takie imię figuruje w jej metryce, jest bez wątpienia i bez żadnej przesady dobrym duchem naszego miesięcznika. A do tego sprawuję tę „funkcję” od pierwszego numeru DORADCY – z krótką przerwą – do dnia dzisiejszego. Formalnie rzecz biorąc wykonuje skład i łamanie każdego kolejnego numeru, a jeśli zajdzie taka potrzeba, zastępuje także grafika, bowiem nic, co ma związek z techniczną stroną edycji czasopisma, nie jest jej obce. A nieformalnie  – jest doradcą w DORADCY, nie tylko w sprawach stricte technicznych, ale we wszystkich innych, które pojawiają się w procesie edytorskim.

Praca, którą wykonuje, do łatwych nie należy. Składane przez nią teksty często są pisane specyficznym, prawniczym językiem, bywa, iż także przy użyciu właściwej zamówieniom publicznych „nowomowy”. Mamy poważne podejrzenia, że po złożeniu kilku tysięcy tekstów dotyczących zamówień publicznych ma sporą wiedzę na ich temat, choć się do tego nie przyznaje. A mówiąc całkiem serio – zdarzało się nieraz, że w trakcie składania artykułu trafnie wyłapywała i sygnalizowała wyrazy czy sformułowania budzące wątpliwości.

Pytana o problemy, z jakimi boryka się pracując przy kolejnych numerach DORADCY mówi, że najwięcej kłopotów sprawiają jej zawarte w większości artykułów, często skomplikowane przypisy oraz tabele. Problem tabel bierze się stąd, że w Quarku, programie służącym do składania miesięcznika, nie da się ich konwertować z formatu Word, którym posługują się autorzy artykułów. To z kolei oznacza, że każdą tabelę składać należy od nowa.

Ale Pani Grażyna sytuacje takie znosi dzielnie, bowiem, jak mówią Jej przyjaciele, a o czym my też dobrze wiemy, ma nieprzebrane pokłady cierpliwości. Pozwala to jej także ze spokojem przyjmować comiesięczne marudzenie redaktora naczelnego, który, zwłaszcza w ramach czynności związanych ze składaniem numeru, często bywa nadaktywny. I wreszcie to, co chyba najważniejsze – przez wszystkie lata pracy dla DORADCY, niezależnie od tego, kto był sekretarzem redakcji, redaktorem naczelnym bądź wykonywał jakiekolwiek prace związane z edycją numeru, nigdy nie doszło do jakiejkolwiek sytuacji konfliktowej; nawet najtrudniejsze problemy zawsze udawało się rozwiązać spokojnie. I najczęściej nie była to nasza zasługa. Nie do wiary, ale to najprawdziwsza prawda.

Jeśli już o zasługach Pani Grażyny mowa – spośród ich sporego katalogu jedna szczególnie zapadła w naszej pamięci. Kiedy, przed wielu laty, w okolicznościach do dzisiaj niewyjaśnionych zaginęły dyski archiwalne, na których przechowywane były wszystkie zasoby DORADCY, jakimś cudem potrafiła, korzystając z rozmaitych źródeł, większość z nich odtworzyć, ratując tym dalszy żywot miesięcznika.

A poza tym – wszyscy Panią Grażynę bardzo lubimy i nie wyobrażamy sobie dalszych losów DORADCY bez niej.