Polscy przedsiębiorcy na europejskich rynkach

0 2

Od dawna nurtuje mnie problem udziału polskich przedsiębiorców w europejskich rynkach zamówień publicznych, a dokładnie – przyczyn niewielkiej liczby przetargów, które wygrywają. Słuchając 19 listopada expose premiera Mateusza Morawieckiego, który zapowiedział wspieranie polskich firm pomyślałem z nadzieją, że obejmie ono także wykonawców wchodzących na te rynki, bowiem nie mam wątpliwości, iż powinni je otrzymać w każdej możliwej formie. Pamiętajmy – na europejski rynek zamówień publicznych każdego roku trafia ponad 2 biliony euro.

 

Z informacji oraz danych statystycznych zawartych w opracowaniach udostępnianych przez Urząd Zamówień Publicznych wynika, iż ilość zamówień uzyskiwanych przez polskich wykonawców w państwach członkowskich UE jest, mówiąc delikatnie, niewielka. Według Sprawozdań Prezesa UZP z funkcjonowania systemu zamówień publicznych, w roku 2018 było ich 87, w roku 2017 – 69, w roku 2016 – 69, a w roku 2015 – 72. Pod względem ilościowym są to przede wszystkim dostawy, następnie usługi, najmniej jest robót budowlanych. Nie poraża także wartość tych zamówień, która w rekordowym jak dotychczas roku ubiegłym wyniosła nieco ponad pięćset milionów euro. Wprawdzie Urząd zastrzega, iż wielkość ta jest niepełna, bowiem nie zawsze wartość zamówienia jest podawana w ogłoszeniu, ale niewiele to zmienia.

 

To wszystko stanowi jednak część problemu. Wiemy, ilu polskich przedsiębiorców wygrywa postępowania na rynkach europejskich, nie wiemy natomiast, ilu i w jakich przetargach startuje oraz ilu tę rywalizację przegrywa. Nie mówiąc o tym, jakich wykonawców to dotyczy, na jakich rynkach się dzieje, jakie to są zamówienia, jaka była konkurencja, dlaczego przegrali etc. A to są przecież informacje podstawowe. Można zatem powiedzieć, że o udziale polskich przedsiębiorców w europejskich rynkach zamówień publicznych, poza tym, kto jaki kontrakt uzyskał, nie wiadomo praktycznie nic. I tu pojawia się co najmniej kilka pytań – czy niewiedza ta jest wynikiem świadomego braku zainteresowania europejskimi rynkami zamówień publicznych, czy też prostym zaniechaniem, wynikającym z niezrozumienia i niedoceniania wagi problemu? Dalej – czy pomiędzy tym brakiem zainteresowania, a znikomą ilością postępowań wygrywanych przez polskich wykonawców w krajach unijnych zachodzi związek przyczynowo-skutkowy?

 

Niezależnie od tego, jakie byłyby odpowiedzi na te oraz inne, postawione „w tym temacie” pytania sprawa wydaje się oczywista; udział polskiego biznesu w europejskich rynkach zamówień publicznych jest zdecydowanie niewspółmierny do potencjału, jaki reprezentuje. Twierdzenie to jest prawdziwe nawet wówczas, gdy przy braku danych statystycznych założy się, iż np. jedno na dziesięć postępowań, w których uczestniczy polski przedsiębiorca, jest przez niego wygrywane.

 

Z mojego, niepełnego oczywiście, rozeznania oraz wielu rozmów z przedsiębiorcami wynika, iż ich zainteresowanie startem w przetargach ogłaszanych przez kraje unijne jest stosunkowo niewielkie. Na pytanie o przyczyny odpowiadają różnie, wskazując między innymi na zbyt duże ryzyka z tym związane, na koszty przygotowania oferty i udziału w postępowaniu, na dużą konkurencyjność wielu przetargów, na słabą znajomość przepisów danego kraju, ale także na brak wsparcia ze strony organizacji gospodarczych oraz instytucji państwowych. Ile faktycznie „waży” każdy z tych argumentów, jakie jeszcze, poza wymienionym, mają znaczenie, trudno dzisiaj powiedzieć. Pewne jest natomiast, iż tym problemem należy się zająć, przyjrzeć się mu z uwagą i podjąć stosowne działania, zgodne z deklaracją premiera, inaugurującego nową kadencję rządu.

Tomasz Czajkowski

 

 

Wyimek

udział polskiego biznesu w europejskich rynkach zamówień publicznych jest zdecydowanie niewspółmierny do potencjału, jaki reprezentuje.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.