Akcja edukacja

4

W dniu 14 października 2019 r. Prezydent RP podpisał ustawę Prawo zamówień publicznych oraz ustawę przepisy wprowadzające Prawo zamówień publicznych. Od opublikowania ich w Dzienniku Ustaw zacznie się odliczanie czasu, dzielącego nas od dnia, w którym będą obowiązywać zawarte w nich przepisy. Ponieważ wiadomo, że stanie się to 1 stycznia 2021 r., odliczając „do tyłu” wychodzi, iż będzie to nieco ponad 430 dni. Czy „aż” tyle, czy „tylko” tyle dni? Obawiam się że dzisiaj przeważają ci, którzy uważają, że „aż” tyle, że jest bardzo dużo czasu, aby się nowej ustawy nauczyć. Powtarzam więc to, co mówiłem już wcześniej – nie ma nic bardziej mylącego, to naprawdę „tylko” tyle. Te kilkaset dni przeleci niewiadomo kiedy i raptem okaże się, że trzeba realizować poważne zamówienie przy którym wypada zmierzyć się z ustawą, znajomą tylko z widzenia. Nie załatwi także sprawy znana z przeszłości praktyka kupowania, często „na siłę”, wszystkiego co się da, pod rządami starych przepisów. W ten sposób moment zderzenia się z nowym prawem można co najwyżej opóźnić, ale tak czy inaczej, kiedyś trzeba się będzie z nim zaprzyjaźnić. Nie straszę i nie czarnowidzę, obserwowałem to przy wchodzeniu w życie obecnej ustawy, zdarzało się to także podczas dużych nowelizacji, jak chociażby z 2016 roku.

 

Jak będzie tym razem? Czy powtórzą się te niedobre scenariusze z przeszłości? Mam nadzieję, że nie. Szkolenia „z nowej ustawy” zaczęły się jeszcze w czasie, gdy była ona procedowana w Sejmie, chętnych do udziału w nich jest coraz więcej, a jeszcze więcej gotowych do ich prowadzenia. Byłoby więc wszystko bardzo pięknie, gdyby zarówno szkolenia, jak i prowadzące je osoby gwarantowały odpowiednio wysoki poziom. Obawiam się jednak, że tak nie jest i że zaczyna to stanowić coraz poważniejszy problem. Będzie on zapewne narastał wraz ze zbliżaniem się terminu wejścia w życie nowego prawa. Bardzo duże zapotrzebowanie na wiedzę o nowych przepisach, powodowane z jednej strony strachem przed zmianami które wprowadzają, z drugiej – niechęcią do samodzielnego zapoznania się z nimi, wygenerowało niespotykany od dawna na rynku szkoleń zamówieniowych popyt na każdą z możliwych formę szkolenia. Rynek oczywiście na to odpowiedział, niestety w znacznej części ofertami nie najwyższej merytorycznie jakości. Jest to zjawisko niebezpieczne, któremu należy przeciwdziałać. Złe szkolenia przynoszą większe szkody niż ich brak.

 

Uczenie nowej ustawy nie może przebiegać na zasadzie pospolitego ruszenia, kiedy pod hasłem „akcja edukacja” każdy kto chce, szkoli jak chce i za ile chce, traktując to jak przysłowiowe żniwa. Bałamutny też jest argument, że problem ten rozwiąże cudowna ręka rynku. Dotychczasowa praktyka pokazuje, że nie rozwiąże. No bo skąd przeciętny zamawiający ma wiedzieć, że atrakcyjnie sformatowana oferta, do tego interesująca cenowo, jest bardziej niż tandetna merytorycznie? Skąd ma wiedzieć, że sążniste CV trenera-wykładowcy jest miejscami, delikatnie mówiąc, bardziej niż naciągane? Nie daj Bóg aby przekonał się o tym wówczas, gdy po przeprowadzeniu postępowania zgodnie z naukami pozyskanymi na takim szkoleniu zakwestionuje je organ kontrolny, traktując to jako naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

 

Obawiam się, iż takiego niebezpieczeństwa całkowicie wyeliminować się nie da. Można natomiast, a nawet trzeba stworzyć skuteczną alternatywę dla takiej rzeczywistości i że jest to na dzisiaj najpoważniejsze zadanie Urzędu Zamówień Publicznych. Czy nie warto na przykład rozważyć przywrócenia niegdysiejszej listy trenerów, prowadzonej przez Prezesa UZP? Czy nie warto zastanowić się nad powrotem do listy podmiotów szkolących, które zweryfikowane i przygotowane przez Urząd gwarantowałyby odpowiedni poziom szkoleń? Czy nie warto skoncentrować się na szkoleniu osób, później prowadzących szkolenia „w terenie”, wyposażając je w odpowiednie programy i pomoce szkoleniowe? To wszystko się kiedyś sprawdzało, może więc sprawdzi się także dzisiaj?

 

Tomasz Czajkowski

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.